Kategorie
Filmy i seriale Lifestyle

Doskonały serial medyczny z idiotycznym zakończeniem. Dr House

Geniusz, medycyna, narkotyki. Gdybyśmy bawili się w słowne kalambury i do ogrania byłaby kategoria „serial”, zapewne tak zapowiadałbym serial Dr House. I niemal wszystko jasne – wszystko bowiem kręci się wokół geniuszu bohatera, medycyny i narkotyków. Narkotyku właściwie.

Koniec serialu Dr House nastąpił niemal 10 lat temu, w roku 2012. I był to koniec w mojej ocenie tragiczny – odrobinę dla głównego bohatera (ale to tylko bohater), najbardziej dla całego, doskonałego mimo wszystko serialu. Mało było produkcji, które by mnie tak wciągnęły jak Dr House właśnie. Być może dlatego, że uwielbiam seriale medyczne (nie romantyczno-medyczne). I może dlatego, że tak oryginalnej produkcji tego typu, nie było i raczej nie będzie.

2 Złote Globy dla serialu medycznego to całkiem sporo, choć to żaden benchmark. Ktoś w końcu przypomniał sobie, że serial medyczny wcale nie musi wyglądać jak kalka „Ostrego Dyżuru”. David Shore wpadł na pomysł, by na pierwszy plan wysunąć lekarza. Nie każdego, ale tego jednego. Człowieka, który świetnie (choć osobliwie) wykonuje swoją robotę. I sam wymaga pomocy. To nawet widać. Ktoś, kto tę produkcję ogląda w sposób płytki, będzie tylko śmiać się z ponurych żartów głównego bohatera. Gdy wejdziemy w temat głębiej, można poczuć do niego nie tylko kulturową sympatię, ale i współczucie (choć to tylko bohater).

Kim jest dr House? Anatomia tragedii

Dr Gregory House jest diagnostą (specjalność: nefrolog / choroby zakaźne) w fikcyjnym szpitalu uniwersyteckim Princeton – Plainsboro osadzonym w New Jersey. Wyrzucano go z co najmniej kilku takich placówek ze względu na szalone metody medyczne, niesubordynację i ordynarny czasami humor, połączony ze skandalicznym stylem działania. W pacjentach nie widzi ludzi, lecz zagadki do rozwiązania. Jest w stanie zaryzykować ich życie, by rozwikłać zagadkę, jaka przysłania mu drogę do odpowiedzi na pytanie: „co im dolega?”.

Wychodzi ze słusznego założenia, że wszyscy kłamią – a szczególnie pacjenci. Ze względu na zawał mięśnia czworogłowego uda, chodzi o lasce. Doświadcza również bardzo silnego bólu z tego powodu. Przewlekle zażywa Vicodin, od którego jest uzależniony, z dwóch powodów. Po pierwsze używa go już długo, a po drugie – na pewno ma skłonność do nadużywania substancji psychoaktywnych.

Dr House

W szpitalu, gdzie rzecz jasna pracuje, przewodzi zespołowi lekarzy w dywizji diagnostycznej. Przez ten zwariowany w wielu momentach twór przewija się wielu specjalistów: Eric Foreman, Allison Cameron, Robert Chase, Trzynastka, Kutner, Martha Masters, Chi Park, Chris Taub, Jessica Adams. Postacie często skomplikowane, posiadające za sobą pewien sekret, który dla House’a jest odskocznią od zagadek medycznych. Ich odkrywanie oraz ukazywanie słabości każdego ze swoich podwładnych nierzadko doprowadza do istotnych spięć w konstrukcji relacji House’a z zespołem.

Dr Gregory House ma w zwyczaju mieć gdzieś swoich pacjentów jako ludzi. Uważa, że ich działania zwyczajnie utrudniają mu pracę i stara się ich przechytrzyć – ponownie często ujawniając ich osobiste słabości lub istotne przyczyny, dla których zachorowali. Po wszystkim często dobitnie mówi im, że są głupi. House zasadniczo lubi udowadniać ludziom, że albo są głupi, albo są hipokrytami. Nie czuję się dzięki temu szczęśliwszy – po prostu poszukuje bodźców, których brakuje mu w prawdziwym życiu, albo to życie które ma – nie jest w stanie mu ich zapewnić.

Vicodin, od którego jest uzależniony, nie jest tylko lekiem przeciwbólowym w sensie uśmierzania bólu fizycznego. Vicodin u House’a leczy również ból psychiczny, który przeżywa z różnych powodów. Sadystyczny ojciec (co do którego House dowiaduje się, że nie jest jego biologicznym ojcem), częsta zmiana miejsc zamieszkania (chaotyczny, pofragmentowany dom), bolesne rozstania powodują, że Gregory House zamyka się w niedostępnej dla ogromnej większości skorupie. Ci, których dopuszcza do środka często doświadczają podobnych obelg jak cała reszta (do czasu kolejna duża część ma do niego pewną cierpliwość). House powoduje, że ludzie odsuwają się od niego. A jednocześnie próbuje ich złapać, gdy odchodzą.

Jego jedynym przyjacielem jest onkolog James Wilson pracujący w tym samym szpitalu. Regularnie znosi wybryki House’a, a także próbuje bronić go, gdy dopuszcza się czegoś absurdalnie obscenicznego. Warto zwrócić na szczególną znajomość z dr Lisą Cuddy, która w większości sezonów jest dyrektor medyczną szpitala: ona stara się hamować House’a w szalonych pomysłach, które mogą narazić pacjentów na śmierć, a szpital na konsekwencje prawne. Wilson stara się być wtedy mediatorem. Kończy się to z reguły tym, że House i tak robi co chce – kłamiąc, oszukując, uprawiając z Cuddy intelektualne zapasy. House pod adresem Cuddy dopuszcza się czasami bardzo seksistowskich, nacechowanych silnie seksualnie uwag.

Dr House i Vicodin – ćpanie romantycznie obsceniczne

Seriale to odrobinę teatr i trzeba im pewne rzeczy wybaczyć. Widok lekarza, który podrzuca sobie tabletki i łapie je do ust na korytarzu szybko skończyłby się dziką awanturą nawet w czasach przez mocnym upowszechnieniem się internetu w telefonach. Vicodin i House to związek, z którego główny bohater wynosi względny spokój psychiki i mniejszy ból nogi. Vicodin natomiast wydziera z Gregory’ego raz po raz godność, pogrążając go w opioidowym szaleństwie.

Vicodin to lek przeciwbólowy zawierający paracetamol oraz hydrokodon. O ile APAP-em nikt jeszcze się nie uszczęśliwił, tak już hydrokodonem można na pewno. Podany doustnie, działa 1,5 razy mocniej od morfiny. Połączenie z paracetamolem ma wzmacniać efekt analgetyczny, ale i powstrzymywać przed nadużywaniem leku, bo paracetamol w wysokich dawkach jest toksyczny dla wątroby. Czy House’a to powstrzymuje? Nie bardzo. Gdy ból jest nadzywczaj silny – House nie ma problemu z tym, żeby uderzyć w morfinę. Poza eksperymentami medycznymi na pacjentach, uprawia również takowe na samym sobie – mając pewną teorię i niesamowitą wiedzę na temat medycyny.

Hydrokodon powoduje silne uspokojenie, oddalenie lęków. Istotnie uśmierza ból fizyczny i psychiczny. Wprowadza w błogi stan obojętności na problemy, poprawia nastrój. Dostarcza szczęścia z zewnątrz. Zastępuje endorfiny w organizmie. Hydrokodon, jak chodzi o rodzaj substancji (opioid) jest w tej samej grupie co heroina, morfina, kodeina. Działa na receptory opioidowe, które wchodzą w cały układ opioidowy organizmu – reguluje on nastrój, zarządzanie bólem ustroju, perystaltykę jelit: między innymi. Gdy przestajemy dostarczać opioid z zewnątrz, organizm nie produkuje przez jakiś czas własnego regulatora (endorfin), co skutkuje wprost bardzo nieprzyjemnym zespołem abstynencyjnym, od którego człowiek panicznie ucieka.

W ćpaniu nie ma nic romantycznego. Człowiek zwyczajnie bierze, żyje, bierze i tak w kółko. Tylko, że coraz mniej jest w tym układzie życia – po czasie – a coraz więcej ćpania. House ćpa i do pewnego czasu wydaje się nie mieć z tego powodu nieprzyjemności. Raz próbuje przestać brać samodzielnie, ale nie udaje mu się, bo dopada go zespół abstynencyjny. Ostatecznie, opioid sprowadza go na skraj szaleństwa (co odrobinę mnie dziwi, opioidy nie powodują raczej omamów nawet po długim okresie ich nadużywania), aż w końcu trafia na odwyk. Jak jest dalej – warto obejrzeć.

Czytaj również: 12-tygodniowy rok – zobacz, jak podkręcić swoją skuteczność dzięki jednej prostej wskazówce

Dr House – geniusz i cięty język

Gdy wszyscy inni zawodzą – House znajduje często rozwiązanie medycznego problemu, ratując ludzkie życie. Przy okazji nawrzuca pacjentowi, jego rodzinie, zespołowi, Cuddy i jeszcze komuś. Wszystkim udowodni, że albo się mylą, albo że są głupi. Zrobi to przy okazji w tak wyrafinowany sposób, że każdemu brakuje słów. Widz wtedy otwiera oczy, potem śmieje się sam do siebie.

Mnóstwo obscenicznych żartów ucieka odrobinę przy okazji polskiego lektora, ale odrobina smaczków pozostaje. Sprawę ratują żarty sytuacyjne – między innymi gdy do przychodni przychodzi pacjentka, której inhalator nie pomaga. Gdy House prosi ją zaciekawiony, by pokazała jak go używa… cóż. To trzeba zobaczyć.

Geniusz House’a ujawnia się głównie w momencie, gdy w niewyjaśniony sposób, nagle się zamyślając wpada na rozwiązanie zagadki. I właściwie taki schemat przewija się przez cały serial. W momencie, gdy na emisję odcinków czekało się tydzień – to nie przeszkadzało. Binge watching jednak powoduje, że taka formuła zaczyna nudzić. Sprawę jednak ratuje generowana u widza ciekawość postaci oraz różnorodność wątków oraz same zagadki. Gdy ktoś lubi łamigłówki, sam zaczyna dociekać, czy to tym razem toczeń, czy też nie toczeń.

Przy okazji, główny bohater jest niezwykle utalentowany lingwistycznie oraz muzycznie. Doskonale gra na gitarze oraz pianinie, włada m. in. językiem hiszpańskim i japońskim. Potrafi robić magiczne sztuczki i jest znakomitym pokerzystą oraz szachistą. Swoje rozumowanie opiera na wspominanej przez niego dedukcji (zupełnie jak Sherlock Holmes, z którym ma bardzo dużo wspólnego w formie serialowych easter eggów), chociaż tak na dobrą sprawę – jest to nieco inna forma docierania do rozwiązania – indukcja.

House uwielbia również dobrą muzykę – sam gra, a nawet komponuje (co jest istotnym wątkiem jednego z odcinków). Ciekawych utworów muzycznych jest sporo w serialu: fani tego typu dzieł kultury nie będą raczej zawiedzeni.

Sprawdź także: Dolina Krzemowa na żywo jest lepsza niż w serialu

Dr House – świetny serial, który źle się skończył

Dr House wsysa jak odkurzacz i pozwala lubić konkretne postacie. Głównego bohatera zazwyczaj odrobinę szkoda, odrobinę się mu zazdrości, a i trochę człowiek mu kibicuje: żeby sobie odrobinę poukładał życie lub żeby mu wyszło w romansie. Albo żeby doszedł do celu z kolejną medyczną łamigłówką. Poza odrobinę naiwną konwencją samego serialu (choć bardzo dobrą) oraz bardzo, bardzo słabym zakończeniem – nie mam innych zarzutów. Zdecydowanie warto obejrzeć, jeżeli ktoś nie widział.

Dr House – gdzie oglądać?

Na GeekCat nie podajemy linków do stron, na których serial Dr House obejrzycie nielegalnie. Można to zrobić, my jednak tego nie polecamy. Obecnie, serial Dr House możecie obejrzeć w platformie Amazon Prime, jednak jest tam jedynie wersja z polskimi napisami. Brakuje niestety lektora: osoby, które nie lubią seriali oraz filmów z napisani, będą zawiedzione.

Serial można zakupić również na BluRay z lektorem, jednak cena wszystkich sezonów jest kosmiczna wręcz. Ponad 500 złotych za wszystkie 8 sezonów to… cóż.

Kategorie
Lifestyle Work-life balance

COVID-19 ma wpływ na wszystkich. Pandemia się skończy, a praca zdalna – niekoniecznie

Dzisiaj o godzinie 11:00 zakończyła się konferencja prasowa Premiera RP – Mateusza Morawieckiego oraz Ministra Zdrowia – Adama Niedzielskiego. Ogłoszono nowe obostrzenia w związku z gwałtownym wzrostem zachorowań na COVID-19. 25 marca 2021 roku zanotowano aż 34 151 nowe zachorowania, zmarło 520 osób. W obliczu szalejącego wirusa SARS-CoV-2 wielu z nas zadaje sobie pytanie: „kiedy wrócimy do biur?”. A może lepiej zapytać: „czy wrócimy do biur?”.

Doświadczenie moje, Justyny, moich znajomych oraz osób, z którymi rozmawiam na co dzień pokazuje jasno: zdecydowana większość przedsiębiorstw, w których możliwe jest realizowanie zadań w sposób zdalny, wypracowała procesy oraz procedury pozwalające na to, aby zatrudnieni pracowali w domach. Przejście na taki model jest kluczowe, aby do transmisji wirusa nie dochodziło w miejscach pracy: okazuje się, że wiele firm w Polsce, mimo trwania wcześniej okresu „między falami”, w dalszym ciągu zachęcała pracowników do tego, aby nie pojawiali się w siedzibach.

Wśród osób, które zostały zmuszone do tego, aby pracować zdalnie znajdują się również takie osoby, które mają już zdecydowanie dość braku kontaktu z ludźmi. Spotkania realizowane online, telefony, komunikacja tekstowa przez Slacka, Microsoft Teams lub inny komunikator absolutnie nie zaspokaja potrzeby widywania się z koleżankami oraz kolegami. Zwykła rozmowa przy ekspresie do kawy z innymi członkami zespołu to coś, za czym wiele osób tęskni. Stałe poczucie zagrożenia, samotność oraz lęk związany z aktualnie trwającą pandemią to rzeczy, które mogą indukować poważniejsze, negatywne stany wpływające na stan psychiki.

COVID-19 i praca zdalna. Powrót do biur może być problematyczny – również po pandemii

Pewne jest to, że pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 wreszcie się zakończy: miejmy nadzieję, że jak najszybciej. Nie chcemy jednak mówić o tym, kiedy to może nastąpić, nie czujemy się kompetentni, aby o tym mówić. Chcemy jednak zwrócić uwagę na pewne zjawisko, o którym już od pewnego czasu mówią naukowcy.

Warto odnieść się do tego, co mówi badanie Harvard Business School Online – w ankiecie na tapet wzięto postawy Amerykanów dotyczące pracy zdalnej. Nie chodziło tutaj jednak o pracodawców, a o samych pracowników. Wynik nie jest zaskakujący, jednak odrobinę zadziwia odsetek osób, które cieszą się z aktualnego, zdalnego modelu pracy.

Prawie 81 procent ankietowanych odpowiedziało, że albo nie chcą wracać już do biur lub chcieliby, aby ich model pracy był hybrydowy (praca zdalna przeplatana pracą w biurze). 27% pracowników ma nadzieję na pracę zdalną w pełnym wymiarze, 61% chciałoby pracować zdalnie dwa, trzy dni w tygodniu.

Tak o pracy zdalnej mówią Amerykanie. Okej – rzecz stała się w Stanach Zjednoczonych, o sprawie mówią jedynie pracownicy (nie pracodawcy). Jak to się ma do tego, co będzie „po pandemii” COVID-19? Oczywiście, to nie pracownicy bezpośrednio kreują sposoby realizacji pracy w przedsiębiorstwach (choć nie można im odmówić istotnego wpływu na to), ale i sami pracodawcy zaczynają dostrzegać to, że praca zdalna nie musi oznaczać mniejszej kontroli nad tym, jak pracują osoby zatrudnione w firmach. Wiele przedsiębiorstw, które znam (głównie branża IT) to doskonałe przykłady sukcesu pracy zdalnej. Czy efektywność pracowników zmniejszyła się? Nie, absolutnie nie. Niektóre przypadki pokazują, że nawet drastycznie się zwiększyła.

Wcześniejsze badanie tego samego podmiotu, którego skrót znajduje się tutaj wskazuje, że około 16 procent osób, które obecnie pracuje zdalnie, pozostanie w takim modelu pracy. Najwięcej specjalistów w tym odsetku będzie pochodzić z branży informatycznej, co w żaden sposób nie dziwi – istotna część pracowników działających w tym sektorze albo miała już do czynienia z pracą zdalną, albo w takim modelu funkcjonowała jeszcze przed pandemią COVID-19.

Powodów, dla których ten stan rzeczy utrzyma się w takich ośrodkach jest kilka:

  • Wypracowanie procesów ułatwiających zarządzanie pracownikami pracującymi zdalnie powoduje większą przychylność przedsiębiorców oraz managerów w stosunku do telepracy
  • Brak negatywnego wpływu pracy zdalnej na efektywność pracowników
  • Zmiany w obrębie całej branży – kontrahenci, partnerzy firm będą bardziej skłaniać się ku zdalnemu modelowi realizacji zadań
  • Pozytywne skutki ekonomiczne pracy zdalnej: pracownicy będą w stanie zaoszczędzić pieniądze wskutek braku konieczności dojeżdżania do miejsca pracy; pracodawcy będą w stanie ograniczyć wydatki związane z utrzymaniem biur

Jeżeli miałbym odnieść pracę zdalną do swojego przypadku – jeszcze na długo przed nią wykonywałem obowiązki zawodowe w ten sposób. Na co dzień jestem głównie mediaworkerem: praca na Antyweb nauczyła mnie umiejętności pracy w niemal każdych warunkach. Materiały do serwisu technologicznego przygotowywałem w takich miejscach jak: kawiarnie, autokar, korytarze techniczne imprez technologicznych, samoloty, hale wystawiennicze, pressroomy pełne dziennikarzy z całego świata – nie zawsze mając dostęp do biurka i świeżej kawy. Praca na podłodze, z laptopem na kolanach, w atmosferze wyścigu o pierwszeństwo w opublikowaniu danego newsa oraz kończącej się baterii – to tylko skrót moich doświadczeń w tym zakresie. Praca w bezpiecznym domu, przy wygodnym biurku, mając do dyspozycji ciepłą kawę to coś, co doskonale znam i absolutnie mi to nie przeszkadza.

Nieoczekiwane skutki pandemii COVID-19. Rewolucja w modelu pracy wywołuje ciekawe zjawiska

Co znamienne w kwestii rozważań nad pracą zdalną po pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, praca zdalna ma szansę pozostać z nami dłużej z powodu nieoczekiwanych zasadniczo reperkusji. Wygląda na to, że taki model wykonywania swoich obowiązków może mieć istotny wpływ na środowisko naturalne. Zastanówmy się nad tym, ile osób codziennie dojeżdża do biur – czy to za pomocą prywatnych pojazdów, czy za pomocą zbiorkomów. To implikuje pewne koszty dla środowiska naturalnego – całkowicie zrozumiałe.

Przed pandemią, wielu z nas w trakcie realizacji obowiązków zawodowych musiało wyjechać gdzieś dalej: po to, aby spotkać się z klientem, odbyć jakieś szkolenie lub w ramach delegacji. Przelot samolotem, dojazd autokarem, prywatnym samochodem w takie miejsce również oznacza pewne straty dla środowiska – wyemitowanie szkodliwych gazów trujących atmosferę.

Jak wspomniałem wcześniej – przed pandemią COVID-19 normą było to, że co jakiś czas wyjeżdżałem za granicę po to, aby uczestniczyć w targach lub eventach organizowanych przez marki technologiczne – to zupełnie normalne w gronie dziennikarzy technologicznych. Dajmy na to – firma X chce się pochwalić nowymi telefonami, zabiera więc mediaworkerów największych redakcji do na przykład Londynu na „wypad”. W najczęściej prestiżowym / modnym miejscu mamy okazję zrobić zdjęcia nowym sprzętom, wstępnie je przetestować, a przy okazji – możemy pozwiedzać ciekawe miejsca lub po prostu pobawić się na zamkniętej imprezie.

Tego typu eventy – sądzę – to już przeszłość. Wielu producentów elektroniki użytkowej, w szczególności smartfonów oraz innych chwytliwych sprzętów zauważyło, że eventy na które zaprasza się dziennikarzy są horrendalnie drogie. Mediaworkerów trzeba zakwaterować (najczęściej w bardzo dobrym hotelu), wyżywić (catering w trakcie imprez, posiłki w trakcie eventowych dni i zabawić (budżety na wieczorne imprezy integracyjne – to temat na osobny artykuł).

Zastanawiam się w tym momencie nad przełożeniem MWC 2021 na lato – impreza odbędzie się na żywo, ale z restrykcjami. Wystarczy jednak, że w na przełomie czerwca i lipca (bo wtedy odbędą się targi), sytuacja pandemiczna się pogorszy i po kolejnej odsłonie MWC pozostaną „zgliszcza”. Czy to początek końca MWC i innych, podobnych imprez? Wiele osób, z którymi ostatnio rozmawiałem mówi jasno: najprawdopodobniej tak.

COVID-19 pandemia

Bo przecież szkolenie, event – premierę urządzeń można ograć „na żywo” bez robienia sobie ogromnych kosztów. Słyszałem wiele na temat tego, ile mogą kosztować stoiska na MWC w eksponowanych miejscach – od kwot boli zwyczajnie głowa. Okej, wiem, że targi to okazja do tego, aby zebrać tak bardzo istotne kontakty biznesowe. Ale czy to jedyna okazja? Czy da się to zrobić obecnie inaczej? Pewnie, że się da.

Praca zdalna nie będzie benefitem. Stanie się normą

Może nie dla wszystkich, nie od razu, ale pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 znacząco przyspieszyła ten trend. Nie będę zdziwiony, gdy w ofertach pracy na różnych pozycjach praca zdalna będzie coraz częstszym gościem – i to nie w formie „incydentalnej”, lecz stałej. W innych przedsiębiorstwach model hybrydowy będzie bardzo szeroko stosowany z uwagi na wypracowane już procesy pozwalające na funkcjonowanie w pandemicznej rzeczywistości, kiedy to trzymanie ludzi w biurach to proszenie się o tragedię. Wszystko to dziać będzie się w momencie, gdy wyjedziemy już z koronawirusowego koszmaru.

Pandemia COVID-19 natomiast, w mojej opinii istotnie wpłynie na nasze zachowania w społeczeństwie. Zachęcanie do dezynfekcji rąk przed wejściem do sklepu najpewniej z nami pozostanie. Wypychanie kaszlących, kichających pracowników „na zdalną” – nie będzie niczym dziwnym. Noszenie maseczki w sytuacji, gdy mierzymy się z nawet choćby przeziębieniem (na wzór Japonii m. in.) – również. Nie zdziwię się, jeżeli podawanie sobie ręki w miejscu pracy będzie rzadszym widokiem, a dystans społeczny pozostanie w pewnej formie w przestrzeni publicznej – może już nie na drodze rozporządzeń, a przyzwyczajeń pewnej części społeczeństwa. Sam znacznie lepiej czuję się, gdy nikt nie chucha mi na szyję w trakcie stania w kolejce.

Drodzy Czytelnicy – życzę Wam i Waszym rodzinom dużo zdrowia w tych pandemicznych czasach.

Kategorie
Kreatywność Lifestyle Produktywność

Co daje czytanie książek i jak znaleźć na to czas?

Co daje nam czytanie książek, skoro w dobie Netflixa i internetu każda informacja jest na wyciągnięcie ręki? Cóż, nasze mózgi są jak… mięśnie, a dobra lektura to dla nich niezawodny sposób na umysłową gimnastykę. Dlaczego warto o to zadbać?

Kategorie
Lifestyle Work-life balance

Prezent dla siebie, czyli subiektywna lista rzeczy, które zrobiłam z czystego egoizmu (i zupełnie nie żałuję!)

Czy kiedykolwiek zrobiłaś prezent dla siebie? Tak „egoistycznie”, pod wpływem zachcianki lub emocji? Ja w mijającym roku postanowiłam w końcu się do nich przekonać (i zupełnie tego nie żałuę!).

Kategorie
Lifestyle Moja organizacja Organizacja Work-life balance

Jak przetrwać home office (i nie zwariować)?

Jak przetrwać home office (w trakcie pandemii) i nie zwariować? Pozornie to prosta sprawa. Praca zdalna dla ludzi mojego pokolenia (siema millenialsi) raczej od zawsze plasowała się gdzieś w kategoriach “normalki”. Mały problem jednak w tym, że podczas powszechnego lockdownu nawet home office zaczyna doskwierać. Jak sobie z tym poradzić?

Kategorie
Google Kreatywność Lifestyle

Moje sposoby na kreatywność – 8 sztuczek, które działają (w tym jeden prosto z Google)

Jakie znacie sposoby na kreatywność? Podobno najprostsze rozwiązania są najlepsze, ja jednak wolę przede wszystkim te… sprawdzone 😉 

Kategorie
Lifestyle Podróże Technologia

Sprawdź, jak wygląda Centrum Badawcze NASA – ja już wiem!

Centrum Badawcze NASA Ames to – zaraz po kampusie Google – jedno z miejsc, które w Dolinie Krzemowej intrygowało mnie najbardziej. Przy okazji ostatniego pobytu w Kalifornii miałam okazję w końcu zaspokoić swoją ciekawość i przekonać się osobiście, jak Centrum Badawcze NASA wygląda w rzeczywistości. Powiem jedno – to miejsce robi niesamowite wrażenie!

Kategorie
Lifestyle Moja organizacja Organizacja Work-life balance

Masz ochotę się sklonować? Ja niekiedy też, dlatego korzystam z tych 7 sposobów na zwiększenie produktywności

Jeśli szukasz sposobów na zwiększenie produktywności, świetnie trafiłaś. Nie zliczę, ile razy w ciągu swojego życia zamruczałam pod nosem „no chyba się sklonuję!”. Jednak zamiast eksperymentów genetycznych, postawiłam na eksperymentowanie z… nawykami i trikami, którymi podzielę się z Tobą w tym artykule.
Kategorie
Lifestyle Work-life balance

15 prezentów, jakie możesz sobie zrobić w trakcie świąt

Święta to czas, kiedy obdarowujemy najbliższych, ale może warto pomyśleć o prezencie także dla samego siebie? I nie mówię tutaj o pakunku pod choinką, ale o małych lub większych przyjemnościach, na jakie zasługujesz. Kiedy ostatnio zrobiłeś sobie prezent?

Kategorie
Lifestyle

Świąteczny poradnik prezentowy – pomysły na prezenty dla geeka

Pomysły na prezenty dla geeka, czyli upominki, z których ucieszy się każdy fan nowych technologii, gadżetów i nie tylko.