• O mnie
  • 💡 Potrzebujesz pomocy w marketingu? 👀
    • Konsultacje
    • Sesja strategiczna (+30-dniowe wsparcie)
  • Współpraca
Geek Cat
  • Solo biznes
  • Marketing bez chaosu
  • Psychologia & mindset
  • 🎙️ Podcast
  • 🎁 Do pobrania
    • SCHEMAT Tydzień treści na Insta
    • 90 pomysłów na posty dla soloprzedsiębiorców
    • Workbook: Strategia marketingowa krok po kroku
  • 👩🏼‍🎓 Akademia
  • Solo biznes
  • Marketing bez chaosu
  • Psychologia & mindset
  • 🎙️ Podcast
  • 🎁 Do pobrania
    • SCHEMAT Tydzień treści na Insta
    • 90 pomysłów na posty dla soloprzedsiębiorców
    • Workbook: Strategia marketingowa krok po kroku
  • 👩🏼‍🎓 Akademia
Geek Cat
No Result
View All Result
Home Marketing Content marketing

Newsletter dla blogerów – czy jest Ci potrzebny?

Justyna Kot | Geek Cat by Justyna Kot | Geek Cat
15.11.2020
in Content marketing, Marketing
Reading Time: 6 mins read
26
398
SHARES
3k
VIEWS

Nie tylko firmy oferują na swoich stronach możliwość zapisania się na newsletter – tę opcję coraz częściej spotykamy także na blogach. Nasuwa się tylko jedno, kluczowe pytanie – po co Ci newsletter?

Istnieje pewna piękna legenda mówiąca o tym, że gdzieś daleko, za górami, za siedmioma lasami, w krainie produktywnością i yerba mate płynącą, żyją szczęśliwi ludzie. Tacy, którym przez 100% czasu udaje się utrzymać swoją skrzynkę pocztową w mitycznym stanie Inbox Zero. My natomiast żyjemy tu i teraz, a nasze skrzynki mailowe pękają w szwach.

Spis treści

Toggle
  • Zalew informacji
  • Epoka zbieractwa
  • Strzelanie ślepakami
  • Realna wartość

Zalew informacji

Ile dziennie dostajesz wiadomości? Założę się, że sporo i podobnie jak ja, większości z nich nawet nie otwierasz, tylko od razu, hurtowo, zaznaczasz odpowiedni checkbox i usuwasz. Podobnie jest z informacjami, które nas otaczają – ile wiadomości z tablicy na Facebooku zapamiętujesz, a ile ulatuje Twojej uwadze, bądź ignorujesz, uważając za nieistotne?

Obecnie, także co sekundę, wysyłanych jest niemal 3 mln e-maili. Czy wśród tych 3 milionów wiadomości Twoja się czymś wyróżnia?

Przeciętny internauta jest dosłownie bombardowany w ciągu każdej sekundy ogromną ilością informacji. Od początku ludzkości (jakkolwiek abstrakcyjny i odległy jest to okres) do 2003 roku “wyprodukowaliśmy” 5 eksabajtów danych (= 5 miliardów GB). Jeśli ta ilość budzi w Was uznanie, wyobraźmy sobie, że w 2011 roku 5 eksabajtów danych tworzyliśmy już… co 2 dni, a w 2013 roku – co 10 minut. Sam CERN “produkuje” około 40 TB danych w ciągu… sekundy1. Obecnie, także co sekundę, wysyłane są jest niemal 3 mln e-maili. Czy wśród tych 3 milionów wiadomości Twoja się czymś wyróżnia?

 

Epoka zbieractwa

Wychodzimy z epoki zbieractwa. Nie, nie pomyliłam się – nie mam wcale na myśli rewolucji neolitycznej, a raczej pewną specyficzną cechę, jaka nam towarzyszyła jeszcze do niedawna. Woleliśmy mieć. Tak po prostu. Kupowaliśmy fizyczne przedmioty, kolekcjonowaliśmy gadżety, albumy, figurki (pamiętacie kolekcje kryształów na babcinych strychach?). Nasze domy zalewały stosy czasopism, w których szukaliśmy ciągle rozrywki, inspiracji i pomysłów. Następnie nastała moda na minimalizm, a my kolekcjonowaliśmy dalej – zmienił się tylko sposób i medium. Zamiast stosu czasopism w salonie, dostaliśmy zapełnione po brzegi czytniki i pękające w szwach aplikacje typu Pocket lub Feedly.

Nastała moda na minimalizm, a my kolekcjonowaliśmy dalej – zmienił się tylko sposób i medium.

Kolekcja albumów i płyt winylowych zamieniła się w dziesiątki playlist i subskrypcji na Spotify, a figurkami podniecamy się nadal – teraz po prostu mają postać wirtualnych awatarów.

Doszliśmy w pewnym momencie do punktu, w którym przesyt jaki nas otacza zaczął uwierać. Dziś internauta coraz częściej (i bardziej świadomie) w moim odczuciu poddaje swoje wybory analizie. Informacje, wiedza i produkty są na wyciągnięcie ręki, ale nie chcemy już sięgać po wszystko. Wybieramy to, co koresponduje z naszymi wartościami, przekonaniami, oraz to, co daje nam realną korzyść i wartość.

Strzelanie ślepakami

Newsletter jest dobrym sposobem na zacieśnienie więzi z Czytelnikami, jednak zanim się zdecydujesz na wprowadzenie go na swoim blogu, zastanów się nad jednym… Jakie newslettery sam chciałbyś otrzymywać?

Dziś, w dobie content marketingu i epoki, w której każdy posiadacz jakiejkolwiek aplikacji społecznościowej jest źródłem treści, nie pozwól sobie na bylejakość i bycie jednym z wielu.

Często testowo zapisuję się na różnorakie newslettery, by zobaczyć w jaki sposób dane firmy/osoby komunikują się za pomocą tego medium (zboczenie zawodowe ;)). Błąd jaki pojawia się najczęściej, to wysyłanie masówki i nachalne wciskanie swojej oferty.

Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś dzwoni do drzwi. Otwierasz, a tam gość w przebraniu Supermana, opasany migającymi światełkami choinkowymi, przez megafon wyśpiewuje o tym, że sprzedaje najlepsze peleryny w okolicy. To nic, że przechodziłeś obok jego sklepu wczoraj i widziałeś je na wystawie. To nic, że w skrzynce czekała na Ciebie ulotka z ofertą. Przecież trzeba się przypomnieć, c’nie? 😉

Mam wrażenie, że podobnie postępują niektórzy nadawcy newsletterów. Pakują w nie banery i grafiki, które aż rażą w oczy. Celują do Ciebie z każdej strony swoimi call-to-action (Już dziś! Tylko teraz! Kliknij po więcej! Wybierz swój! Nie przegap szansy!) i po raz n-ty, już do znudzenia, wysyłają swoją ofertę. Zupełnie nie biorą pod uwagę, że w większości wypadków (zwłaszcza jeśli chodzi o blogi) jednorazowa prezentacja oferty (w tym wypadku np. najnowszych wpisów) wystarczy, ani też tego, że nie jesteś targetem na czerwone peleryny z haftowanym “S”. Po prostu strzelają ślepakami gdzie popadnie.

Realna wartość

Jeśli już zdecydujesz się na newsletter, zaoferuj coś ekstra. Może Google Analytics pokazuje nam sesje, odsłony i UU, ale przecież w rzeczywistości, tam po drugiej stronie, jest człowiek. Istota z krwi i kości, która decyduje się na dodatkową wiadomość w skrzynce, ale tym samym oczekuje czegoś wartościowego. To nie może być kolejny spam, czy ta sama oferta komunikująca za każdym razem: Jedyna taka okazja! Daj coś, co będzie przydatne, inspirujące, przyniesie realną korzyść, usprawni życie w określonej dziedzinie, choćby drobnej.

Daj coś, co będzie przydatne, inspirujące, przyniesie realną korzyść.

Sama nie jestem mistrzem e-mail marketingu, ale za każdym razem staram się, aby newsletter jaki wysyłam choćby do Czytelników tego bloga, zawierał coś ciekawego i z reguły dostępnego jedynie dla subskrybentów.

Daj się zapamiętać. Skoro newsletter ma zacieśnić Twoje więzi z czytelnikami/klientami, nie marnuj tej szansy i daj coś od siebie. Dziś, w dobie content marketingu i epoki, w której każdy posiadacz jakiejkolwiek aplikacji społecznościowej jest źródłem treści, nie pozwól sobie na bylejakość i bycie jednym z wielu. Nie pozwól, by Twoja wiadomość była tylko jednym z 3 milionów maili wysyłanych co sekundę w eter. Może być czymś więcej, postaraj się o to.


1. Paweł Sala – “Big Data – big problem or big chance?”, InternetBeta 2014

Tags: BlogosferaBlogowanieMarketingNewsletterStrefa Freelancera
Share166Tweet97Share27

🎁 POBIERZ

Bezpłatne narzędzia, które pomogą Ci poukładać Twój marketing:

Najnowsze

Strategia marketingowa freelancera

Strategia marketingowa freelancera: jak zdobywać klientów bez chaosu i przypadkowych działań?

30.06.2026
soloprzedsiębiorca

Kim jest soloprzedsiębiorca i jak budować biznes bez zespołu?

29.06.2026
geek cat - Samotność przedsiębiorcy

Samotność przedsiębiorcy – niewidzialny koszt własnego biznesu

28.06.2026

Dołącz do mnie na Instagramie:

Obserwuj na Instagramie

  • Jesteś tą, na której wszyscy mogą polegać.

Wiesz, jak rozwiązywać problemy.
Szybko się uczysz.
Dowozisz.
Bierzesz odpowiedzialność.
Potrafisz zrobić porządek tam, gdzie inni widzą chaos.

Ale codzienność, której naprawdę pragniesz, nie polega TYLKO na dowożeniu i gaszeniu cudzych pożarów.

Chcesz decydować, co powstaje.
Chcesz budować markę, która jest kojarzona z Twoją perspektywą i doświadczeniem.
Chcesz zarabiać dodatkowe pieniądze, które zwiększają Twoje poczucie bezpieczeństwa i dają wolność wyboru.
Życie, w którym nie musisz wybierać między czasem dla siebie a kolejnym projektem „na wczoraj”. 

Między tymi dwiema wersjami nie stoi brak talentu, kolejnego certyfikatu, czy pomysłu. 

Stoi decyzja, że przejmujesz stery.
Twój kierunek przestaje być projektem, który realizujesz wyłącznie wtedy, gdy wszyscy inni zostaną już zaopiekowani.

Stara wersja Ciebie mówi: „Spróbuję znaleźć czas”.
Nowa mówi: „Ten czas już ma swoje miejsce”.

Stara wersja zbiera wiedzę i certyfikaty.
Nowa wykonuje ruch, waliduje pomysły, testuje potrzeby klientów.

Stara wersja czeka, aż poczuje pewność.
Nowa podejmuje decyzję i pozwala, żeby pewność powstała w działaniu.

Chcę, żebyś właśnie ten świat wybrała dla siebie: 
nie życie, w którym robisz jeszcze więcej, tylko takie, w którym Twoja praca wreszcie buduje także Ciebie i Twój spokój.

Jeśli czujesz, że to o Tobie - obserwuj. Dopiero się rozkręcamy 🩵
  • Najbardziej przewrotne w syndromie oszusta jest to, że często nasila się właśnie wtedy, gdy zaczynasz rosnąć.

Dostajesz większy projekt.
Podnosisz ceny.
Zaczynasz mówić o swojej wiedzy publicznie.
Ktoś zaprasza Cię do współpracy, o której jeszcze niedawno tylko marzyłaś.

I zamiast dumy pojawia się myśl:

„A co, jeśli tym razem okaże się, że jednak nie jestem tak dobra, jak myślą?”

To nie zawsze brak wiary we własne kompetencje. Czasem to lęk przed konsekwencjami ich uznania.

Bo jeśli naprawdę przyznasz, że jesteś dobra, nie możesz już dłużej chować się za kolejnym kursem, perfekcjonizmem ani wiecznym „jeszcze nie jestem gotowa”.

Musisz wejść poziom wyżej.
Zająć więcej miejsca.
Pozwolić sobie być widoczną.
I zaakceptować, że wraz z rozwojem nie zniknie ryzyko potknięcia.

Pewność siebie nie zawsze nadąża za tym, jak szybko rosną Twoje kompetencje. 

To nie oznacza, że jesteś niegotowa. 
Oznacza, że Twoja głowa dopiero oswaja się z miejscem, do którego już dotarłaś.

Nie potrzebujesz kolejnego dowodu, że zasługujesz na tę szansę. 
Być może właśnie ta szansa jest dowodem.

#kobiecybiznes #psychologiabiznesu #syndromoszusta
  • Masz pełny kalendarz, 47 otwartych zadań i nadal nie wiesz, co naprawdę zarabia.

Publikujesz na oślep.
Gasisz bieżące pożary.
Wiecznie poprawiasz ofertę.
Tworzysz kolejny produkt, bo przecież „cały czas musisz coś robić”.

A potem dziwisz się, że na koniec miesiąca zamiast satysfakcji czujesz tylko potworne zmęczenie.

Wiesz... zmęczenie nie jest KPI-em. 
Liczba wykonanych zadań nie mówi absolutnie nic o tym, czy Twój biznes się rozwija. 
Mówi wyłącznie to, że byłaś zajęta.

Biznes utrzymują transakcje, nie zasięgi. Nadzieja, że „ten kolejny kanał w końcu odpali”, to nie jest model biznesowy.

Kanał, który robi w Twojej firmie najwięcej hałasu, rzadko kiedy generuje największe pieniądze. Instagram może być świetną witryną, ale kasa często stoi zupełnie gdzie indziej – za trzecim newsletterem albo w poleceniach, których nawet nie mierzysz.

Jeśli zaczniesz skalować ofertę, która Cię wykańcza, nie wyskalujesz biznesu. Wyskalujesz własne wypalenie.

Twoja energia w solo-biznesie to najcenniejszy kapitał. 
Zasługuje na największą ochronę, a nie na rozmienianie się na drobne w imię „złudnego poczucia ruchu”.

Przerzuć tę karuzelę do końca, zobacz, jak podzielić działania na Filary, Dźwignie oraz Iluzje i zacznij wreszcie podejmować decyzje w oparciu o twarde dane, a nie przeczucia.

Nazywam się Justyna, od ponad 10 lat zajmuję się marketingiem i studiuję psychologię biznesu. Jeśli masz dość działania po omacku i chcesz układać firmę z głową - 

👉 Kliknij „Obserwuj” i przestań mylić bycie zajętą z zarabianiem.
  • Skomentuj „PODCAST” a wyśle Ci link do pełnego odcinka 🙌🚀
  • Skomentuj „90” i pobierz za darmo 90 pomysłów na posty, które pomogą Ci wystartować 🚀
——————

Masz 300 obserwujących i zachowujesz się, jakby  nikt Cię nie słuchał.

Publikujesz ostrożnie.
Rozwadniasz zdania.
Unikasz mocnych opinii.
Piszesz tak, żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że „robisz z siebie ekspertkę”.

A potem dziwisz się, że nikt nie traktuje Cię jak ekspertki.

Wiesz... autorytet nie pojawia się magicznie po przekroczeniu 10 tysięcy obserwujących. Buduje się go dużo wcześniej - już od tego pierwszego obserwatora.

W pierwszym poście, w którym mówisz konkretnie.
W pierwszej opinii, pod którą naprawdę się podpisujesz.
W pierwszym momencie, kiedy przestajesz przepraszać za to, że wiesz, o czym mówisz.

Nie potrzebujesz najpierw dużej społeczności, dopracowanej oferty i idealnego profilu, by zacząć komunikować się jak osoba, która sama traktuje swoją wiedzę poważnie.

Bo ludzie nie uznają Cię za ekspertkę, ZANIM Ty sama nie wejdziesz w tę rolę.

Nie chodzi o udawanie pewności siebie, tylko o przestanie używania skromności jako wymówki do pozostawania niewidzialną 👀

Jeśli chcesz ruszyć z miejsca -

💬 SKOMENTUJ "90""

- a wyślę Ci bezpłatnie 90 pomysłów na posty w social mediach dla osób takich jak Ty 💙
  • Live your best life, honey ✨🫦

#psychologia #motivacion #liveyourdreams #liveyourbestlife
  • Nie publikujesz na Instagramie, bo obserwuje Cię tam 300 osób, z czego połowa to znajomi ze studiów.

Boisz się, że pomyślą: „Zaczęła gwiazdorzyć”.

Czyli chcesz mi powiedzieć, że...

...pozwalasz, żeby niemal obcy ludzie, których opinia niczego nie zmienia w Twoim życiu, decydowali o tym, czy zaczniesz budować swoją pozycję, markę i zarabiać na tym, co umiesz? 🤔

👉 Wolisz przez chwilę wyglądać głupio w oczach ludzi z przeszłości,
czy przez kolejne lata być niewidzialna we własnym życiu?
  • Największym problemem w budowaniu marki osobistej często nie jest brak pomysłów, wiedzy ani strategii, tylko…

✨publiczna zmiana tożsamości✨

Bo kiedy zaczynasz mówić głośno o tym, co umiesz, ludzie, którzy znają Cię „od zawsze”, nagle widzą Cię w nowej roli.

Nie jako koleżankę ze studiów, dziewczynę z poprzedniej pracy, tę, która zawsze była gdzieś z boku.

Tylko jako ekspertkę, która ma coś do powiedzenia.
I to może być niewygodne.

Dla nich - bo przestajesz mieścić się w obrazie, który sobie o Tobie stworzyli.

Dla Ciebie - bo po raz pierwszy musisz publicznie uznać, że jesteś kimś więcej, niż dotąd pokazywałaś.

Dlatego wmawiasz sobie, że „jeszcze nie jesteś gotowa”.
Że najpierw musisz mieć lepszy profil, więcej doświadczenia, większą pewność siebie.

Czekasz, aż przestaniesz bać się, że ktoś uzna Twoją ambicję za żenującą.

Tylko że ludzie, którzy powiedzą „zaczęła gwiazdorzyć”, nie poniosą kosztu Twojej niewidzialności.
Ty go poniesiesz.

W utraconych szansach.
W klientach, którzy nigdy Cię nie znajdą.
W kolejnych latach spędzonych na udawaniu, że nie zależy Ci na czymś większym.

Nie potrzebujesz pozwolenia ludzi z przeszłości, żeby stać się osobą, którą chcesz być.

Musisz tylko przestać prosić ich o to w swojej głowie.

Geek Cat 2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

No Result
View All Result
  • Solo biznes
  • Marketing bez chaosu
  • Psychologia & mindset
  • 🎙️ Podcast
  • 🎁 Do pobrania
    • SCHEMAT Tydzień treści na Insta
    • 90 pomysłów na posty dla soloprzedsiębiorców
    • Workbook: Strategia marketingowa krok po kroku
  • 👩🏼‍🎓 Akademia

Geek Cat 2025