Kategorie
Content marketing Marketing

Newsletter dla blogerów – czy jest Ci potrzebny?

Nie tylko firmy oferują na swoich stronach możliwość zapisania się na newsletter – tę opcję coraz częściej spotykamy także na blogach. Nasuwa się tylko jedno, kluczowe pytanie – po co Ci newsletter?

Istnieje pewna piękna legenda mówiąca o tym, że gdzieś daleko, za górami, za siedmioma lasami, w krainie produktywnością i yerba mate płynącą, żyją szczęśliwi ludzie. Tacy, którym przez 100% czasu udaje się utrzymać swoją skrzynkę pocztową w mitycznym stanie Inbox Zero. My natomiast żyjemy tu i teraz, a nasze skrzynki mailowe pękają w szwach.

Zalew informacji

Ile dziennie dostajesz wiadomości? Założę się, że sporo i podobnie jak ja, większości z nich nawet nie otwierasz, tylko od razu, hurtowo, zaznaczasz odpowiedni checkbox i usuwasz. Podobnie jest z informacjami, które nas otaczają – ile wiadomości z tablicy na Facebooku zapamiętujesz, a ile ulatuje Twojej uwadze, bądź ignorujesz, uważając za nieistotne?

Obecnie, także co sekundę, wysyłanych jest niemal 3 mln e-maili. Czy wśród tych 3 milionów wiadomości Twoja się czymś wyróżnia?

Przeciętny internauta jest dosłownie bombardowany w ciągu każdej sekundy ogromną ilością informacji. Od początku ludzkości (jakkolwiek abstrakcyjny i odległy jest to okres) do 2003 roku “wyprodukowaliśmy” 5 eksabajtów danych (= 5 miliardów GB). Jeśli ta ilość budzi w Was uznanie, wyobraźmy sobie, że w 2011 roku 5 eksabajtów danych tworzyliśmy już… co 2 dni, a w 2013 roku – co 10 minut. Sam CERN „produkuje” około 40 TB danych w ciągu… sekundy1. Obecnie, także co sekundę, wysyłane są jest niemal 3 mln e-maili. Czy wśród tych 3 milionów wiadomości Twoja się czymś wyróżnia?

 

Epoka zbieractwa

Wychodzimy z epoki zbieractwa. Nie, nie pomyliłam się – nie mam wcale na myśli rewolucji neolitycznej, a raczej pewną specyficzną cechę, jaka nam towarzyszyła jeszcze do niedawna. Woleliśmy mieć. Tak po prostu. Kupowaliśmy fizyczne przedmioty, kolekcjonowaliśmy gadżety, albumy, figurki (pamiętacie kolekcje kryształów na babcinych strychach?). Nasze domy zalewały stosy czasopism, w których szukaliśmy ciągle rozrywki, inspiracji i pomysłów. Następnie nastała moda na minimalizm, a my kolekcjonowaliśmy dalej – zmienił się tylko sposób i medium. Zamiast stosu czasopism w salonie, dostaliśmy zapełnione po brzegi czytniki i pękające w szwach aplikacje typu Pocket lub Feedly.

Nastała moda na minimalizm, a my kolekcjonowaliśmy dalej – zmienił się tylko sposób i medium.

Kolekcja albumów i płyt winylowych zamieniła się w dziesiątki playlist i subskrypcji na Spotify, a figurkami podniecamy się nadal – teraz po prostu mają postać wirtualnych awatarów.

Doszliśmy w pewnym momencie do punktu, w którym przesyt jaki nas otacza zaczął uwierać. Dziś internauta coraz częściej (i bardziej świadomie) w moim odczuciu poddaje swoje wybory analizie. Informacje, wiedza i produkty są na wyciągnięcie ręki, ale nie chcemy już sięgać po wszystko. Wybieramy to, co koresponduje z naszymi wartościami, przekonaniami, oraz to, co daje nam realną korzyść i wartość.

Strzelanie ślepakami

Newsletter jest dobrym sposobem na zacieśnienie więzi z Czytelnikami, jednak zanim się zdecydujesz na wprowadzenie go na swoim blogu, zastanów się nad jednym… Jakie newslettery sam chciałbyś otrzymywać?

Dziś, w dobie content marketingu i epoki, w której każdy posiadacz jakiejkolwiek aplikacji społecznościowej jest źródłem treści, nie pozwól sobie na bylejakość i bycie jednym z wielu.

Często testowo zapisuję się na różnorakie newslettery, by zobaczyć w jaki sposób dane firmy/osoby komunikują się za pomocą tego medium (zboczenie zawodowe ;)). Błąd jaki pojawia się najczęściej, to wysyłanie masówki i nachalne wciskanie swojej oferty.

Wyobraź sobie sytuację, w której ktoś dzwoni do drzwi. Otwierasz, a tam gość w przebraniu Supermana, opasany migającymi światełkami choinkowymi, przez megafon wyśpiewuje o tym, że sprzedaje najlepsze peleryny w okolicy. To nic, że przechodziłeś obok jego sklepu wczoraj i widziałeś je na wystawie. To nic, że w skrzynce czekała na Ciebie ulotka z ofertą. Przecież trzeba się przypomnieć, c’nie? 😉

Mam wrażenie, że podobnie postępują niektórzy nadawcy newsletterów. Pakują w nie banery i grafiki, które aż rażą w oczy. Celują do Ciebie z każdej strony swoimi call-to-action (Już dziś! Tylko teraz! Kliknij po więcej! Wybierz swój! Nie przegap szansy!) i po raz n-ty, już do znudzenia, wysyłają swoją ofertę. Zupełnie nie biorą pod uwagę, że w większości wypadków (zwłaszcza jeśli chodzi o blogi) jednorazowa prezentacja oferty (w tym wypadku np. najnowszych wpisów) wystarczy, ani też tego, że nie jesteś targetem na czerwone peleryny z haftowanym „S”. Po prostu strzelają ślepakami gdzie popadnie.

Realna wartość

Jeśli już zdecydujesz się na newsletter, zaoferuj coś ekstra. Może Google Analytics pokazuje nam sesje, odsłony i UU, ale przecież w rzeczywistości, tam po drugiej stronie, jest człowiek. Istota z krwi i kości, która decyduje się na dodatkową wiadomość w skrzynce, ale tym samym oczekuje czegoś wartościowego. To nie może być kolejny spam, czy ta sama oferta komunikująca za każdym razem: Jedyna taka okazja! Daj coś, co będzie przydatne, inspirujące, przyniesie realną korzyść, usprawni życie w określonej dziedzinie, choćby drobnej.

Daj coś, co będzie przydatne, inspirujące, przyniesie realną korzyść.

Sama nie jestem mistrzem e-mail marketingu, ale za każdym razem staram się, aby newsletter jaki wysyłam choćby do Czytelników tego bloga, zawierał coś ciekawego i z reguły dostępnego jedynie dla subskrybentów.

Daj się zapamiętać. Skoro newsletter ma zacieśnić Twoje więzi z czytelnikami/klientami, nie marnuj tej szansy i daj coś od siebie. Dziś, w dobie content marketingu i epoki, w której każdy posiadacz jakiejkolwiek aplikacji społecznościowej jest źródłem treści, nie pozwól sobie na bylejakość i bycie jednym z wielu. Nie pozwól, by Twoja wiadomość była tylko jednym z 3 milionów maili wysyłanych co sekundę w eter. Może być czymś więcej, postaraj się o to.


1. Paweł Sala – „Big Data – big problem or big chance?”, InternetBeta 2014

Autor: Justyna Kot | Geek Cat

Od ponad 5 lat pracuję w branży IT, odpowiadając m. in. za strategie marketingowe i ich realizację. Doradzam startupom i markom (m. in. jako mentor w programie Google for Startups Accelerator) oraz jestem częścią software-housowego Rocket Teamu Concise Software.

Nowe technologie i nowe media interesowały mnie od zawsze. Już jako mała dziewczynka marzyłam o tym, by zostać hakerem (lub Googlersem), pracować w NASA nad programem kolonizacji Marsa, lub prowadzić własną redakcję zajmującą się tematyką new tech.

Od ponad 7 lat zawodowo zajmuje się marketingiem - głównie w sektorze nowych technologii i IT. Od 2017 roku mam ogromny zaszczyt wspierać startupy jako Marketing Mentor w programie Google Developers Launchapd. Zdecydowanie jednymi z najciekawszych projektów w jakich uczestniczyłam była rola Lead Mentora na dniu marketingowym podczas Launchpadu w Serbii oraz udział w Google x World Food Programme (ONZ) Bootcamp dedykowanym projektom skoncentrowanym na zniwelowaniu problemu głodu na świecie.