• O mnie
  • 💡 Potrzebujesz pomocy w marketingu? 👀
    • Konsultacje
    • Sesja strategiczna (+30-dniowe wsparcie)
  • Współpraca
Geek Cat
  • Solo biznes
  • Marketing bez chaosu
  • Psychologia & mindset
  • 🎙️ Podcast
  • 🎁 Do pobrania
    • SCHEMAT Tydzień treści na Insta
    • 90 pomysłów na posty dla soloprzedsiębiorców
    • Workbook: Strategia marketingowa krok po kroku
  • 👩🏼‍🎓 Akademia
  • Solo biznes
  • Marketing bez chaosu
  • Psychologia & mindset
  • 🎙️ Podcast
  • 🎁 Do pobrania
    • SCHEMAT Tydzień treści na Insta
    • 90 pomysłów na posty dla soloprzedsiębiorców
    • Workbook: Strategia marketingowa krok po kroku
  • 👩🏼‍🎓 Akademia
Geek Cat
No Result
View All Result
Home Technologia i nauka Apple

Macbook – czy warto? Postanowiłam się o tym przekonać na własnej skórze

Justyna Kot | Geek Cat by Justyna Kot | Geek Cat
17.04.2021
in Apple, Technologia i nauka
Reading Time: 10 mins read
4
1.1k
SHARES
8.4k
VIEWS

Macbook – czy warto? Sama jeszcze do niedawna zadawałam sobie to pytanie w obliczu zbliżającej się konieczności wymiany sprzętu. Po wstępnej analizie nie pozostało nic innego, jak przekonać się o tym… na własnej skórze.

Przez ostatnie 3 lata dzielnie służył mi mój Acer v13. Ciągle jeszcze jest niezawodny, mimo, że wcale go nie oszczędzałam. Dzięki dyskowi SSD, i5 i 8GB RAMu pozwalał mi nie tylko mocno go eksploatować pod kątem pracy biurowej, ale także spokojnie radził sobie z pracą w Photoshopie czy nawet w montażu filmów (korzystam z Adobe Premiere).

Z czasem jednak bateria przestała spełniać moje oczekiwania, a praca na Windowsie nie należała do najmilszych doświadczeń. Nieuchronnie zbliżał się moment zmiany Acera na sprzęt, który:

  • będzie lekki (lub lżejszy od mojego Acera) – sporo podróżuję i często pracuję poza domem, więc mobilność sprzętu była tu jednym z podstawowych wymogów
  • pozwoli mi spokojnie pracować na baterii kilka godzin – jak wspominałam wyżej, sporo podróżuję i pracuję poza domem. Wiele razy słaba bateria zmuszała mnie do przerwania ledwo rozpoczętej pracy np. w trakcie dłuższego lotu, oczekiwania na lotnisku, czy na mieście, gdzie ciężko było o gniazdko w pobliżu.

Acer jeszcze pewnie trochę pożyje, więc spokojnie wystarczy do prac graficznych w domowym zaciszu (w razie potrzeby). Nowy komputer miał być zatem po prostu lekkim, mobilnym sprzętem z dobrą baterią, który pozwoli mi sprawnie ogarnąć wszystkie moje Slacki, Asany, maile, kalendarze i przy tym spokojnie posłuży przez najbliższe 2-3 lata.

Musicie też wiedzieć, że Macbook nie był tutaj moim pierwszym wyborem. Trochę z przekory, bo nie chciałam dołączyć do grona “typowych blogerek”. Bo cóż, wiecie jaki obraz jest popularny w powszechnej świadomości – laska w hipsterskich zerówkach na nosie, z Macbookiem pod pachą, latte ze Starbunia w ręku, próbujaca stworzyć drugiego Vogue’a. Chowając się w swoim ciasnym poglądzie stwierdziłam, że poszukam po prostu kolejnego lapka z WIndowsem, który spełni moje oczekiwania. I tutaj pojawiło się moje pierwsze zaskoczenie…

Spis treści

Toggle
  • Dlaczego MacBook a nie kolejny Windows?
  • MacBook Air – u kogo się sprawdzi?
  • MacBook – czy warto? Sprawia świetne pierwsze wrażenie, ale…
  • Macbook Air ma także swoje minusy
  • Macbook – czy warto go kupować?
    • Ktoś z Was korzysta z Macbook Air? Czy warto? Jak go oceniacie? Dajcie znać w komentarzach!

Dlaczego MacBook a nie kolejny Windows?

Jak wspominałam, nie szukałam mega mocnego kompa tylko czegoś do mobilnej pracy. Rzucając znajomym prośby o rekomendacje, w 90% przypadków padała odpowiedź “Macbook”. Pozostałe 10% odpowiedzi brzmiały w stylu “to Ty jeszcze nie masz Maka?!”

Poza tym wiele osób przekonywało mnie, że jeśli nie teraz, to zapewne za jakiś czas i tak skończę z jabłuszkiem pod pachą. Bo podobno w mojej branży nie ma innej alternatywy 😉 Zaintrygowana opiniami znajomych postanowiłam wziąć tę opcję pod uwagę (tym bardziej, że już wcześniej pracowałam na służbowym Macbooku i dosyć miło wspominam ten epizod). Postanowiłam zatem sprawdzić. Macbook – czy warto? Czy sprawdzi się w moim przypadku?

MacBook Air – u kogo się sprawdzi?

Co robi Geek Cat przed podjęciem decyzji o zakupie? Oto mój scenariusz działania 😉 Przejrzałam dostępne modele Macbooków. Zapoznałam się z recenzjami. Następnie, wybrałam się po poradę do kumpli, którzy tworzą aplikacje na iOS i żadne urządzenie z jabłuszkiem nie ma przed nimi tajemnic. Zapytałam o opinię także narzeczonego – w końcu jest blogerem technologicznym. Ostatecznie, po potwierdzeniu swoich przypuszczeń stwierdziłam, że się poddaję.

I nie, nie mam tu na myśli rezygnacji z zakupu! Przeciwnie – po swoim “researchu” nie znalazłam przemawiających do mnie argumentów, które zepchnęłyby Macbooka z pozycji lidera mojego prywatnego rankingu. Spełniał dosłownie wszystkie kryteria i w dodatku wypadał najlepiej na tle innych zawodników.

Jeśli zastanawiacie się nad Macbookiem (czy warto zainwestować w ten sprzęt) i przy tym:

  • dużo podróżujecie
  • sporo pracujecie na mieście
  • szukacie lekkiego sprzętu
  • z dobrą baterią
  • które po prostu z Wami współpracuje, nie wyskakując z crashem czy aktualizacją w najmniej  oczekiwanym momencie
  • cenicie sobie estetykę i niezły design
  • a w pracy korzystacie głównie z przeglądarki, czy usług jak Evernote, Slack, Dokumenty Google, mail itp.

to Macbook Air będzie naprawdę dobrym wyborem. To po prostu sprzęt, który będzie Wam dobrze i bezproblemowo służył, a workflow jaki oferuje wart jest po prostu swojej ceny.

Geek Cat - macbook czy warto

MacBook – czy warto? Sprawia świetne pierwsze wrażenie, ale…

Słyszałam sporo o całym tym “emejzingu”Apple  ale podchodziłam do tego tematu ze sporym dystansem. Po zakupie po prostu chciałam rozpakować swoją nową zabawkę i tutaj kolejne zaskoczenie. Sposób w jaki Macbook był zapakowany, już na starcie przyznał mu solidnego plusa. Wiecie, swojego poprzedniego kompa kupowałam 3 lata temu. Był PO PROSTU zapakowany. Kawałek kartonu, gąbki, folia ochronna. Opakowanie jak opakowanie. I tutaj wchodzi Macbook, cały na biało… 😉

Nawet ja, osoba z dystansem do tematu jabłuszek, przyznaję – wszystko było naprawdę fajnie dopracowane i przemyślane. Czułam się trochę jak w mała dziewczynka , która rozpakowuje prezenty w Gwiazdkę.

Samo wykonanie komputera także sprawia niezłe wrażenie. Minimalistycznie, optymalnie, bez zbędnej przesady. Bardzo w moim stylu. W dodatku nie martwisz się wrzucaniem systemu – naciskasz guzik “Power” i twój Macbook jest gotowy do pracy. Sama praca na tym urządzeniu to także czysta przyjemność. Wszystk po prostu świetnie działa. Tylko tyle i aż tyle.

Macbook Air ma także swoje minusy

Powiecie zapewne, że czepiam się szczegółów, ale pierwszym, sporym dla mnie minusem jest design większości aplikacji. Serio. Jestem przyzwyczajona do minimalizmu i prostoty. Korzystam głównie z usług i aplikacji od Google, które są bardzo spójne i utrzymane w nurcie material design. Natomiast po odpaleniu Macowego kalendarza czy innych domyślnych aplikacji miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie o jakieś 5-10 lat wstecz. Pracuję głównie w przeglądarce, więc to nie jest dla mnie spory problem, ale jeśli Wy przykładacie do takich szczegółów sporą uwagę, to jednak może Was to trochę uwierać (przynajmniej na początku).

Kolejną rzeczą, która na samym początku da się we znaki każdemu, kto przesiada się z WIndowsa, będzie… układ klawiszy. Niby generalnie są bardzo podobne, ale w Macach pojawia nam się klawisz Command (taki odpowiednik Windowsowego Ctrl) i w dodatku jest umiejscowiony tuż za spacją. Wiele razy już złapałam się na tym, że chcąc wbić polski znak wrzucałam Command przez pomyłkę… Podobnym minusem dla początkujących mogą być zupełnie inne skróty klawiaturowe, których po prostu trzeba się nauczyć na nowo.

Trzecią rzeczą, która może wprawić Was w zdziwienie jest… brak wejścia HDMI. Aby podpiąć się np. do dodatkowego monitora, musicie użyć przejściówki z Thunderbolt na HDMI. W sprzęcie z tej półki brak tego wejścia jest nie tylko irytujący (sama bardzo często pracuję z dodatkowym monitorem) ale także dla mnie, jako konsumenta, niezwykle upierdliwy. Jeśli to kwestia hajsu, to chętnie dopłaciłabym te 100 zł (bo tyle w przybliżeniu kosztuje przejściówka o ile dobrze pamiętam) do komputera, byle tylko nie nosić ze sobą dodatkowego kabla.

Macbook – czy warto go kupować?

Minusy, o których wspomniałam wyżej są według mnie do przełknięcia. Do klawiatury czy designu zapewne szybko można się przyzwyczaić (ja właśnie sprawdzam ile mi to zajmie). jeśli korzystacie z drugiego monitora, to i przejściówka jest do przełknięcia. Macbook Air to jednak przede wszystkim naprawdę sprawna, mobilna maszyna, która pozwoli nam spokojnie pracować na naprawdę dobrych zasadach. Na pewno jeszcze pokuszę się o recenzję po nieco dłuższym czasie spędzonym z tym sprzętem. Sama jestem ciekawa, jaka będzie moja opinia po kilku miesiącach. Czy te minusy nie będą mi przeszkadzać? Czy może się przyzwyczaję? A może Macbook Air urzeknie mnie czymś, czego jeszcze w nim nie poznałam? Zobaczymy!

Ktoś z Was korzysta z Macbook Air? Czy warto? Jak go oceniacie? Dajcie znać w komentarzach!

 


Zobacz też:

  • Aplikacje na Maca, bez których nie wyobrażam sobie codziennej pracy
  • iPad Pro 2021 – czego można się spodziewać?
  • Apple AirPods Pro – czy warto? Moja opinia po roku korzystania z tych słuchawek
Tags: AppleGeekgirlGeekstyleMacbookMacbook Air
Share442Tweet273Share76

🎁 POBIERZ

Bezpłatne narzędzia, które pomogą Ci poukładać Twój marketing:

Najnowsze

Strategia marketingowa freelancera

Strategia marketingowa freelancera: jak zdobywać klientów bez chaosu i przypadkowych działań?

30.06.2026
soloprzedsiębiorca

Kim jest soloprzedsiębiorca i jak budować biznes bez zespołu?

29.06.2026
geek cat - Samotność przedsiębiorcy

Samotność przedsiębiorcy – niewidzialny koszt własnego biznesu

28.06.2026

Dołącz do mnie na Instagramie:

Obserwuj na Instagramie

  • Jesteś tą, na której wszyscy mogą polegać.

Wiesz, jak rozwiązywać problemy.
Szybko się uczysz.
Dowozisz.
Bierzesz odpowiedzialność.
Potrafisz zrobić porządek tam, gdzie inni widzą chaos.

Ale codzienność, której naprawdę pragniesz, nie polega TYLKO na dowożeniu i gaszeniu cudzych pożarów.

Chcesz decydować, co powstaje.
Chcesz budować markę, która jest kojarzona z Twoją perspektywą i doświadczeniem.
Chcesz zarabiać dodatkowe pieniądze, które zwiększają Twoje poczucie bezpieczeństwa i dają wolność wyboru.
Życie, w którym nie musisz wybierać między czasem dla siebie a kolejnym projektem „na wczoraj”. 

Między tymi dwiema wersjami nie stoi brak talentu, kolejnego certyfikatu, czy pomysłu. 

Stoi decyzja, że przejmujesz stery.
Twój kierunek przestaje być projektem, który realizujesz wyłącznie wtedy, gdy wszyscy inni zostaną już zaopiekowani.

Stara wersja Ciebie mówi: „Spróbuję znaleźć czas”.
Nowa mówi: „Ten czas już ma swoje miejsce”.

Stara wersja zbiera wiedzę i certyfikaty.
Nowa wykonuje ruch, waliduje pomysły, testuje potrzeby klientów.

Stara wersja czeka, aż poczuje pewność.
Nowa podejmuje decyzję i pozwala, żeby pewność powstała w działaniu.

Chcę, żebyś właśnie ten świat wybrała dla siebie: 
nie życie, w którym robisz jeszcze więcej, tylko takie, w którym Twoja praca wreszcie buduje także Ciebie i Twój spokój.

Jeśli czujesz, że to o Tobie - obserwuj. Dopiero się rozkręcamy 🩵
  • Najbardziej przewrotne w syndromie oszusta jest to, że często nasila się właśnie wtedy, gdy zaczynasz rosnąć.

Dostajesz większy projekt.
Podnosisz ceny.
Zaczynasz mówić o swojej wiedzy publicznie.
Ktoś zaprasza Cię do współpracy, o której jeszcze niedawno tylko marzyłaś.

I zamiast dumy pojawia się myśl:

„A co, jeśli tym razem okaże się, że jednak nie jestem tak dobra, jak myślą?”

To nie zawsze brak wiary we własne kompetencje. Czasem to lęk przed konsekwencjami ich uznania.

Bo jeśli naprawdę przyznasz, że jesteś dobra, nie możesz już dłużej chować się za kolejnym kursem, perfekcjonizmem ani wiecznym „jeszcze nie jestem gotowa”.

Musisz wejść poziom wyżej.
Zająć więcej miejsca.
Pozwolić sobie być widoczną.
I zaakceptować, że wraz z rozwojem nie zniknie ryzyko potknięcia.

Pewność siebie nie zawsze nadąża za tym, jak szybko rosną Twoje kompetencje. 

To nie oznacza, że jesteś niegotowa. 
Oznacza, że Twoja głowa dopiero oswaja się z miejscem, do którego już dotarłaś.

Nie potrzebujesz kolejnego dowodu, że zasługujesz na tę szansę. 
Być może właśnie ta szansa jest dowodem.

#kobiecybiznes #psychologiabiznesu #syndromoszusta
  • Masz pełny kalendarz, 47 otwartych zadań i nadal nie wiesz, co naprawdę zarabia.

Publikujesz na oślep.
Gasisz bieżące pożary.
Wiecznie poprawiasz ofertę.
Tworzysz kolejny produkt, bo przecież „cały czas musisz coś robić”.

A potem dziwisz się, że na koniec miesiąca zamiast satysfakcji czujesz tylko potworne zmęczenie.

Wiesz... zmęczenie nie jest KPI-em. 
Liczba wykonanych zadań nie mówi absolutnie nic o tym, czy Twój biznes się rozwija. 
Mówi wyłącznie to, że byłaś zajęta.

Biznes utrzymują transakcje, nie zasięgi. Nadzieja, że „ten kolejny kanał w końcu odpali”, to nie jest model biznesowy.

Kanał, który robi w Twojej firmie najwięcej hałasu, rzadko kiedy generuje największe pieniądze. Instagram może być świetną witryną, ale kasa często stoi zupełnie gdzie indziej – za trzecim newsletterem albo w poleceniach, których nawet nie mierzysz.

Jeśli zaczniesz skalować ofertę, która Cię wykańcza, nie wyskalujesz biznesu. Wyskalujesz własne wypalenie.

Twoja energia w solo-biznesie to najcenniejszy kapitał. 
Zasługuje na największą ochronę, a nie na rozmienianie się na drobne w imię „złudnego poczucia ruchu”.

Przerzuć tę karuzelę do końca, zobacz, jak podzielić działania na Filary, Dźwignie oraz Iluzje i zacznij wreszcie podejmować decyzje w oparciu o twarde dane, a nie przeczucia.

Nazywam się Justyna, od ponad 10 lat zajmuję się marketingiem i studiuję psychologię biznesu. Jeśli masz dość działania po omacku i chcesz układać firmę z głową - 

👉 Kliknij „Obserwuj” i przestań mylić bycie zajętą z zarabianiem.
  • Skomentuj „PODCAST” a wyśle Ci link do pełnego odcinka 🙌🚀
  • Skomentuj „90” i pobierz za darmo 90 pomysłów na posty, które pomogą Ci wystartować 🚀
——————

Masz 300 obserwujących i zachowujesz się, jakby  nikt Cię nie słuchał.

Publikujesz ostrożnie.
Rozwadniasz zdania.
Unikasz mocnych opinii.
Piszesz tak, żeby przypadkiem nikt nie pomyślał, że „robisz z siebie ekspertkę”.

A potem dziwisz się, że nikt nie traktuje Cię jak ekspertki.

Wiesz... autorytet nie pojawia się magicznie po przekroczeniu 10 tysięcy obserwujących. Buduje się go dużo wcześniej - już od tego pierwszego obserwatora.

W pierwszym poście, w którym mówisz konkretnie.
W pierwszej opinii, pod którą naprawdę się podpisujesz.
W pierwszym momencie, kiedy przestajesz przepraszać za to, że wiesz, o czym mówisz.

Nie potrzebujesz najpierw dużej społeczności, dopracowanej oferty i idealnego profilu, by zacząć komunikować się jak osoba, która sama traktuje swoją wiedzę poważnie.

Bo ludzie nie uznają Cię za ekspertkę, ZANIM Ty sama nie wejdziesz w tę rolę.

Nie chodzi o udawanie pewności siebie, tylko o przestanie używania skromności jako wymówki do pozostawania niewidzialną 👀

Jeśli chcesz ruszyć z miejsca -

💬 SKOMENTUJ "90""

- a wyślę Ci bezpłatnie 90 pomysłów na posty w social mediach dla osób takich jak Ty 💙
  • Live your best life, honey ✨🫦

#psychologia #motivacion #liveyourdreams #liveyourbestlife
  • Nie publikujesz na Instagramie, bo obserwuje Cię tam 300 osób, z czego połowa to znajomi ze studiów.

Boisz się, że pomyślą: „Zaczęła gwiazdorzyć”.

Czyli chcesz mi powiedzieć, że...

...pozwalasz, żeby niemal obcy ludzie, których opinia niczego nie zmienia w Twoim życiu, decydowali o tym, czy zaczniesz budować swoją pozycję, markę i zarabiać na tym, co umiesz? 🤔

👉 Wolisz przez chwilę wyglądać głupio w oczach ludzi z przeszłości,
czy przez kolejne lata być niewidzialna we własnym życiu?
  • Największym problemem w budowaniu marki osobistej często nie jest brak pomysłów, wiedzy ani strategii, tylko…

✨publiczna zmiana tożsamości✨

Bo kiedy zaczynasz mówić głośno o tym, co umiesz, ludzie, którzy znają Cię „od zawsze”, nagle widzą Cię w nowej roli.

Nie jako koleżankę ze studiów, dziewczynę z poprzedniej pracy, tę, która zawsze była gdzieś z boku.

Tylko jako ekspertkę, która ma coś do powiedzenia.
I to może być niewygodne.

Dla nich - bo przestajesz mieścić się w obrazie, który sobie o Tobie stworzyli.

Dla Ciebie - bo po raz pierwszy musisz publicznie uznać, że jesteś kimś więcej, niż dotąd pokazywałaś.

Dlatego wmawiasz sobie, że „jeszcze nie jesteś gotowa”.
Że najpierw musisz mieć lepszy profil, więcej doświadczenia, większą pewność siebie.

Czekasz, aż przestaniesz bać się, że ktoś uzna Twoją ambicję za żenującą.

Tylko że ludzie, którzy powiedzą „zaczęła gwiazdorzyć”, nie poniosą kosztu Twojej niewidzialności.
Ty go poniesiesz.

W utraconych szansach.
W klientach, którzy nigdy Cię nie znajdą.
W kolejnych latach spędzonych na udawaniu, że nie zależy Ci na czymś większym.

Nie potrzebujesz pozwolenia ludzi z przeszłości, żeby stać się osobą, którą chcesz być.

Musisz tylko przestać prosić ich o to w swojej głowie.

Geek Cat 2025

Welcome Back!

Login to your account below

Forgotten Password?

Retrieve your password

Please enter your username or email address to reset your password.

Log In

Add New Playlist

No Result
View All Result
  • Solo biznes
  • Marketing bez chaosu
  • Psychologia & mindset
  • 🎙️ Podcast
  • 🎁 Do pobrania
    • SCHEMAT Tydzień treści na Insta
    • 90 pomysłów na posty dla soloprzedsiębiorców
    • Workbook: Strategia marketingowa krok po kroku
  • 👩🏼‍🎓 Akademia

Geek Cat 2025

Wczytywanie komentarzy...