Kategorie
Lifestyle Work-life balance

Depresja – dlaczego ciągle jest tematem tabu?

Mimo wielu akcji informacyjnych, mam wrażenie, że depresja ciągle jest w naszym społeczeństwie tematem tabu. A szkoda, bo dotyczy coraz częściej osób z naszego otoczenia, rodziny, a może i nas samych…

Kategorie
Kariera Kobiety w IT Własny biznes

Jak zrobić portfolio, które zapewni Ci pracę? Zobacz!

Jak zrobić swoje portfolio w szybki i efektowny sposób? O czym należy pamiętać? W tym artykule znajdziesz niezbędne wskazówki, które pomogą Ci przygotować własne portfolio w prosty i skuteczny sposób!

Kategorie
Lifestyle Organizacja Work-life balance

3 rzeczy do zrobienia, zanim zaplanujesz 2022 rok

Kolejny pandemiczny Sylwester przed nami. Jak tam wasze plany? Domówka z przyjaciółmi? Maraton filmów na Netflixie? A może po prostu będziecie grać w grę? 😉

Kategorie
Aplikacje SEO i pozycjonowanie Technologia

Wtyczki WordPress dla blogerów

Szukasz wtyczki WordPress, która usprawni Twoje blogowanie? Dobrze trafiłeś! W tym artykule dzielę się swoimi sprawdzonymi plugi nami do WordPressa, które ułatwiają mi prowadzenie mojego bloga.

Kategorie
Apple Kreatywność Lifestyle Moja organizacja Organizacja Technologia

Paperless – o tym, jak maniaczka artykułów piśmienniczych przeszła na cyfrowe notatki

Stałam się paperless zanim w ogóle poznałam to słowo. Dziś dzielę się z Wami swoją historią – maniaczki artykułów piśmienniczych, która od dzieciaka kocha książki, notesy i wszelkie pisadła, a jednak wymieniła je na… kawałek plastiku i szkła… Jak do tego doszło? Sami sprawdźcie!

Dzisiaj śmiało mogę powiedzieć, że większość mojego życia, twórczości, pomysłów czy rozrywki przechowuję w dwóch podręcznych urządzeniach. Jednym z nich jest Kindle – dobrze znany zapewne wszystkim czytnik ebooków. Drugim – iPad Pro z podręcznym rysikiem (Apple Pencil) i klawiaturą Smart Keyboard Folio, która jednocześnie pełni rolę ochronną. Dla przyzwoitości i dokładności pasowałoby tutaj również wymienić smartphone czy Macbooka – nie o same urządzenia jednak mi chodzi, a o możliwości, jakie dzięki nim zyskałam. Tyle mi wystarcza (czasem aż nadto) aby dumnie (i zupełnie niepotrzebnie) przypinać sobie łatkę „paperless lifestyle”. Lol. Zacznijmy jednak od początku.

Przemyśl. Małe, przygraniczne miasteczko kilkanaście kilometrów od granicy z Ukrainą. Mamy właśnie upalne, sierpniowe popołudnie ’97. Ja, wraz z moimi rodzicami, paraduję za rękę jedną ze starych uliczek tego sennego miasta i rozmawiam z przejęciem o tym, że już za kilka tygodni pójdę do „zerówki”. Ekscytował mnie ten nowy rozdział, jaki właśnie miał się rozpocząć w moim życiu. Nie sądziałam jednak, że już za moment moim oczom ukaże się coś, co swoją wspaniałością przebije nawet początek szkolnej kariery.

Dacie wiarę?

Tak oto, niczego nieświadoma, 6-letnia ja wchodzę z rodzicami po raz pierwszy w życiu do sklepu papierniczego. TAKIEGO Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA. Dziesiątki wzorów zeszytów, różnorodne bloki rysunkowe, bibuły, brystole, notatniki, papier kolorowy i cała ściana przyborów do pisania, kredek, flamastrów, farb i innych papierniczych cudowności. Oniemiałam na ten widok.

Geek Cat - paperless moja historia przybory papiernicze na stole

W taki oto sposób rozpoczęła się moja miłość do papieru. Każdy kolejny rok (czy to szkolny, czy kalendarzowy) był idealną okazją do zakupu kolejnego kalendarza lub planera. Moje notatki szkolne zawsze budziły zachwyt nauczycieli i zazdrość koleżanek. Grubaśny, kilkuset-stronnicowy zeszyt w formacie A4, który kolekcjonował moje notatki z 3 lat rozszerzonej historii w LO (pozdrawiam ludzi z przemyskiego Słowaka!) pomógł po mojej maturze jeszcze niejednemu licealiście w przygotowaniu się do egzaminu dojrzałości (podobno).

Nowy zeszyt czy planer były dla mnie zawsze swoistym nowym początkiem. Niezapisaną kartą, w której zrodzić się mogą niestworzone plany, historie czy koncepcje. Jakim cudem zatem dziś jestem paperless i wystarczy mi kawałek plastiku i wyświetlacza?!

Ciężar papieru

Studia były okazją nie tylko do poznania (przed)smaku dorosłego życia, ale także – do ostrego zakuwania. Być może studia prawnicze kojarzą Wam się z przemądrzałymi podrostkami, którzy przy piwie cytują przypadkowo zapamiętane na wykładzie paragrafy i snują wizję swojej kariery w rejonowej prokuraturze. Cóż, poza takimi atrakcjami, musieliśmy także dźwigać ze sobą na zajęcia spore tomiska kodeksów, skryptów, komentarzy czy kserówek. To właśnie wtedy po raz pierwszy zaświtał mi diabelski pomysł, aby ulżyć nieco Lasom Amazońskim i swojemu kręgosłupowi i zamienić w swojej torebce kodeksy na laptopa.

Bum! Przechytrzyłam system! Pierwszy krok ku paperless.

Geek Cat - paperless moja historia notatki na laptopie cyfrowe notatki na studiach

Studia to także czas przeprowadzek. W swojej „karierze” zaliczyłam ich sporo i w takiej sytuacji pieczołowicie kolekcjonowane stosy kryminałów, thrillerów, biografii i albumów oraz podręczników o fotografii okazał się uroczym, jednak przygniatającym ciężarem. Dodatkowo, studenckie mieszkania rzadko kiedy cierpią na nadmiar wolnego miejsca. Bardzo często są to po prostu budżetowe klitki – wszak studentowi niewiele do szczęścia potrzeba 😉 Tak oto postanowiłam, że pieniądze z pierwszych freelancerskich zleceń przeznaczę na czytnik ebooków. Droga ku paperless – krok drugi.

Co zabierzesz ze sobą na drugi koniec świata?

Prawdziwą moc podejścia paperless poznałam w latach 2017-2019. Te lata w niczym nie przypominały poprzednich. Zaczęłam pracę w dziale Customer Success w software housie, który wykonywał projekty dla startupów i korporacji z całego świata. Tak oto musiałam np. godzić jednego dnia rozmowy statusowe z zespołami z Australii, Austrii, Polski i Doliny Krzemowej. To samo w sobie było sporym (i świetnym!) wyzwaniem, a przy tym wymagał nie lada organizacji. Musiałam mieć ZAWSZE WSZYSTKO pod ręką.

Zaczęły się podróże – z pracy, z GDG, z Google. W pewnym momencie średnio 1-2 razy w miesiącu GDZIEŚ leciałam. Warszawa, Szczecin, Gdańsk, Wilno, Madryt, Praga, Frankfurt, San Jose, Monachium, San Francisco, Singapur… Możliwość zabrania WSZYSTKICH niezbędnych dokumentów i informacji ze sobą nawet na drugi koniec świata (i to w bagażu podręcznym) stało się po prostu koniecznością. To właśnie wtedy pokochałam miłością wielką swojego Kindle, który towarzyszył mi w wielu samotnych podróżach (np. do Azji) i przestałam szydzić z „emejzingu” Apple, doceniając, że MacBook w moim podręcznym plecaku waży tyle, co nic (a jego bateria starcza praktycznie na cały lot do Stanów).

To właśnie wtedy świat paperless pochłonął mnie – chociaż jeszcze nie w całości.

Geek Cat - paperless moja historia podróż

Kreatywność w cyfrowym wydaniu

Elastyczny kalendarz w lekkim urządzeniu, zawsze przy mnie. Notatki i dokumenty oraz niemal cała osobista biblioteka (a nawet więcej – dzięki usłudze Legimi). Takie podejście było niezwykle wygodne i pomocne, jednak w całej tej układance ciągle jeszcze nie pasował mi jeden istotny element. Co bowiem z moimi szkicami i odręcznymi notatkami? Wprawdzie można je archiwizować np. za pomocą zdjęć czy Google Keep, ale ciężko je potem edytować – zwłaszcza cyfrowo.

W tak zwanym „międzyczasie” pożegnałam pracę w dziale Customer Success i zaczęłam przygodę z zarządzaniem marketingowym oraz wykonywanem zleceń na własny rachunek po godzinach. Jak zapewne się domyślacie (lub widzicie to czasem na moim Instagramie lub storiskach) moja praca wymaga sporo zaangażowania także w proces kreatywny. To właśnie z tego względu sporo szkicuję, kreślę, notuję i dzielę się tymi plikami z zespołem (np. grafików).

Geek Cat - paperless moja historia cyfrowe notatki na ipadzie

Ponadto podejście paperless sprawiło, że jednak ze sporą tęsknotą spoglądałam na instagramowe profile lubujące się w bullet journal. Wiem, że to podejście nie dla mnie – żyję bardzo dynamicznie, a przy tym jestem cholerną perfekcjonistką, więc mój kalendarz, czy system zarządzania zadaniami muszą dawać mi możliwość zmian, a tym samym pozwalać na zachowanie estetyki (dlatego np. płacę słono za takie narzędzia, jak Fantastical). Niemniej jednak tęskniłam tak po prostu za papierowymi planerami i odręcznymi notatkami.

Z tego względu – aby osiągnąć jeszcze wyższy level w grze zwanej paperless – bardzo mocno zaczęłam rozważać zakup iPada Pro z rysikiem. W podjęciu decyzji pomógł mi Research i sporo filmów na YouTubie, gdzie prezentowano zarówno zalety jak i wady tego sprzętu – nie tylko w kontekście pracy, ale także właśnie notowania i podejścia paperless. Tak oto stałam się posiadaczką tabletu z „Pro” w nazwie, nadgryzionym jabłuszkiem w logo i pakietem akcesoriów za jakieś 1,5 – 2 klocki.

Przy okazji – Apple Pencil 2 jest super, natomiast klawiatura Apple Smart Keyboard Folio – słabizna. Samo pisanie czy praca na niej jest ok, ale to, w jak szybki sposób etui się niszczy (np. na „pleckach” czy „okładce” woła o pomstę do nieba, tym bardziej że nie jest to wcale tani gadżet).

Geek Cat - paperless moja historia cyfrowe notatki na ipadzie apple pencil

Paperless – jakich aplikacji używam?

  • Notion – notatki, notatki i jeszcze raz notatki. Do tego baza wiedzy i taki trochę drugi mózg, który przechowuje informacje wszelakie. Płacę za wersję pro bez żadnych wyrzutów sumienia – warto.
  • Dysk Google / iCloud – przygodę z paperless zaczęłam od Dysku Google i bardzo mocno ciągle się go trzymam. To tam mam backup rzeczy z Notion oraz archiwum z wielu, wielu lat. Ta arka jest też o wiele bardziej powszechna niż Notion (przynajmniej na razie) więc fatwie jest mi z poziomu iGoogle Drive współdzielić pliki z innymi osobami. iCloud to natomiast jakby kolejny backup, ale tego, nad czym faktycznie pracuje. Mocno siedzę w ekosystemie Apple więc po prostu do pracy bieżącej łatwiej mi korzystać z tego rozwiązania, aniżeli odciąć się od niego i przerzucić w 100% na Google Drive. Tutaj wygrywa wygoda.
  • Legimi – dawniej nałogowo kupowałam ebooki na Ebookpoint. Obecnie mam wykupiony pakiet na Legimi i zazwyczaj zawsze znajduję tam to, czego akurat szukam. Jeśli nie – patrz zdanie wcześniej, czyli Ebookpoint 🙂
  • Fantastical 3 – płatna wersja najładniejszego chyba obecnie na rynku kalendarza na systemy z jabłuszkiem. Płacę za wersję pro, ponieważ chcę mieć w jednym miejscu zintegrowane zadania z wielu źródeł (i sprawdzać je po prostu z poziomu kalendarza, a nie 15 różnych aplikacji czy workspace’ów). Jeśli nie pracujesz nad kilkoma (kilkunastoma) projektami jednocześnie, spokojnie możesz sobie odpuścić
  • Good Notes – cudowna apka do robienia notatek odręcznych na iPadzie (i ogólnie do notowania). Synchronizuje się z innymi urządzeniami, więc to co naskrobiesz na iPadzie masz też od razu np. Na Macbooku czy telefonie. Zanim odkryłam Good Notes, korzystałam z Notability (słono płacąc za tę mapkę). Nie jest zła, spełnia swoje założenia, ale – nie wiedzieć dlaczego – Good Notes jest po prostu przyjaźniejsze dla usera. I notatki wychodzą jakoś ładniej… 😉

Podejście paperless – kilka słów podsumowania

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu przejście na notatki w formie cyfrowej i ebooki zamiast książek wcale nie było takie trudne, chociaż wymagało ode mie trochę czasu i przede wszystkim – zmiany nastawienia.

➡ Czy było łatwo? Nie ❌
➡ Czy było warto? ZDECYDOWANIE ✅

Stosy książek, kalendarzy i notatników zamieniłam na dwa urządzenia:
➡ Kindle Paperwhite – na którym czytam zdecydowaną większość książek i mam je zawsze przy sobie
➡ iPad Pro (z rysikiem Apple Pencil i Smart Keyboard Folio) – tu powstają moje notatki, szkice, zarysy artykułów, planów.
➡ Dzięki abonamentowi na Legimi dodatkowo mam także na iPadzie dostęp do pokaźnej biblioteki.

Postarałam się opisać tutaj swoją historię, podejście i przede wszystkim – swoje powody. Wiem, że podejście paperless nie jest dla każdego. U mnie. Z wiek względów, które znajdziecie w tym artykule – było po prostu jedynym rozsądnym wyjściem. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania – piszcie śmiało w komentarzach! 🙂

💬 A Wy wolicie książki lub notowanie na papierze czy podejście paperless?

Kategorie
Instagram Marketing

5 pomysłów na posty na Instagramie, dzięki którym zbudujesz społeczność

Jakie posty na Instagramie publikować, gdy nie masz żadnego pomysłu? Cóż… Zacznij od strategii! Dziś opowiem Ci nieco więcej o tym, jak zbudować solidne podstawy profilu (i przy okazji zawsze mieć pomysły na nowe treści na IG!).

Kategorie
Apple Technologia

Apple AirPods Pro – czy warto wydać 1000 zł na te słuchawki? Moja opinia po roku

Czy warto wydać 1000 zł na Apple AirPods Pro? Opinie są mocno podzielone! Małe, niepozorne, bezprzewodowe słuchawki od Apple w pełni kompatybilne z innymi sprzętami z jabłuszkiem. Ciągle nie tracą na swojej popularności. Czy jednak warte są swojej ceny?

Kategorie
Lifestyle Moja organizacja Organizacja Wnętrza

Jak urządzić domowe biuro? Inspiracje + praktyczne wskazówki [PORADNIK]

Jak urządzić domowe biuro? Kiedyś własna przestrzeń do pracy w domu kojarzyła się z freelancerami. Obecnie, w dobie koronawirusa własny kąt do pracy to bardzo często konieczność. Jak urządzić do miejsce, aby było zarówno funkcjonalne, jak i pobudzające naszą motywację do pracy?

Pokusiłam się o to, aby zebrać dla Was w jednym miejscu kilka praktycznych wskazówek dotyczących urządzania domowego biura. Nie zliczę ile przeprowadzek już za mną. Niezależnie jednak od miejsca, w jakim mieszkałam, domowe biuro zawsze było jednym z moich priorytetów w nowych czterech ścianach. Dzięki temu popełniłam już chyba wszelkie możliwe błędy przy urządzaniu domowego miejsca do pracy, zatem chętnie podpowiem jak się ich ustrzec 😉

Domowe biuro w dobie pandemii

Jeszcze rok temu praca zdalna w zaciszu własnego domu bywała wyjątkiem. Obecnie, od ponad 12 miesięcy, stałą się koniecznością dla milionów ludzi na całym świecie. Zmiany w stylu pacy, jakie wymusiła na nas pandemia koronawirusa sprawiły, że praca zdalna i domowe biuro to nie kwestia wyboru, a konieczności.

Co ciekawe, zmiany te wcale nie są oceniane negatywnie. Wielu pracowników chwali sobie taką formę pracy, a same firmy widza w tym spore szanse na dodatkowe oszczędności. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Harvard Business School, aż 81% badanych chce kontynuować pracę w zaciszu domowego biura także po pandemii, lub wybrałoby model hybrydowy (praca w domu + praca w biurze).

Niezależnie od tego, jak będzie wyglądać nasza praca, gdy wszystko już wróci do normalności, już teraz warto zadbać o odpowiednią aranżację naszego miejsca do pracy. Jak zatem urządzić domowe biuro, aby spełniało swoje funkcje? Na pewno należy postawić na wygodę, ergonomię i funkcjonalność. Nie wyklucza to jednak interesującej aranżacji – w końcu to właśnie w domowym biurze spędzamy od roku ok. 1/3 naszej codzienności!

Geek Cat jak urządzić domowe biuro poradnik inspiracje

Jak urządzić domowe biuro? Wydziel przestrzeń do pracy!

Sytuacja idealna to taka, gdy możemy sobie pozwolić na domowe biuro wydzielone w osobnym pomieszczeniu. Kto z nas nie marzył nigdy o własnym gabinecie w zaciszu domu lub mieszkania? Wychodzisz do pracy zamykając za sobą drzwi pokoju i nikt ani nic Ci nie przeszkadza. Niestety często realia są zupełnie inne, a domowe biuro musimy dosłownie “upchać” w jakimś miejscu – najczęściej w sypialni lub salonie. Co ciekawe – dla wielu osób także i takie rozwiązanie bywa luksusem.

Mam znajomych w Dolinie Krzemowej, którzy może i mają świetne widoki z apartamentowców w centrum San Francisco, ale ich mieszkania totalnie nie przewidują przestrzeni na domowe biuro. Radzą sobie jak mogą, pracując z kanapy, kuchennego stołu, lub ustawiając stolik w… korytarzu. Jeśli jednak ten przypadek Ciebie nie dotyczy, warto chwilę zastanowić się nad tym, jak urządzić domowe biuro i zrobić to przede wszystkim z głową.

Uwierzcie mi – praca z kanapy bywa spoko. Nie raz mi się to zdarzało. Wiecie jak to jest – filiżanka kawy, miękki kocyk, wygodna kanapa, laptop na kolanach. W taki sposób napisałam dla Was workbooka o planowaniu nowego roku. I o ile praca w ten sposób okazyjnie bywa miłą odmianą, o tyle pracowanie w ten sposób na codzień jest po prostu udręką. Z czasem siada nie tylko produktywność, ale także… plecy.

Geek Cat jak urządzić domowe biuro inspiracje poradnik praca w domu praca z kanapy

Ponadto własna przestrzeń, wydzielona tylko do pracy sprawdza się także przy dłuższej pracy z domu ze względu na… higienę psychiczną. Jeśli pracujecie zdalnie to sami wiecie, jak to bywa – człowiek pracując z domu jest w tej pracy niemal cały czas. Bardzo łatwo wpaść w taki tryb.

Wydzielenie fizycznej strefy do pracy nieco w tym pomaga – kończysz pracę, “zamykasz” domowe biuro i wracasz do działania dopiero kolejnego dnia. Wiecznie otwarty laptop na kuchennym stole lub kanapie kusi, aby zajrzeć na Slacka, sprawdzić pocztę, dodać komentarz do projektu… Stop! 🙂 Jeśli tylko masz możliwość – postaraj się znaleźć miejsce, które będzie przeznaczone tylko do pracy!

Geek Cat jak urządzić domowe biuro inspiracje poradnik praca w domu praca z kanapy

Domowe biuro w Twoim stylu

Urządzając domowe biuro warto pomysleć o stylu – niekoniecznie jednak popadając w skrajności. Dobrze, jeśli to miejsce oddaje Twój charakter. Pamiętaj jednak, aby nie przesadzić!

Jeśli Twoje domowe biuro znajduje się w ogólnodostepnej przestrzeni (np. jako część salonu), warto zadbać aby jednak jego styl był spójny z resztą. Salon w stylu skandynawskim i część do pracy urządzona industrialnie mogą stanowić ciekawy efekt. Natomiast zestawienie domowego biura urządzonego w stylu śródziemnomorskim i mocno tradycyjnym z nowoczesnym i minimalistycznym salonem – już niekoniecznie.

Geek Cat jak urządzić biuro styl industrialny

Pamiętajmy także, by urządzić domowe biuro ubierając je w odpowiednią paletę barw. Jako baza, najlepiej sprawdzą się tutaj jasne i stonowane kolory, które pomogą nam się łatwo skupić. Najbardziej naturalnym wyborem zdecydowanie będzie tutaj biel lub jej różne, delikatnie przełamane warianty.

Ich uzupełnieniem może być nieco żywsza barwa, która doda przestrzeni charakteru – jak np. błękity, zielenie, czy delikatne róże. Jeśli potrzebujesz przysłowiowej kropki nad “i”, pomyśl o czymś kontrastowym – czerwieni, czerni, żółci, granacie. Pamiętaj jednak, że taki kolor nie powinien zająć więcej niż ok. 10% palety – w przeciwnym razie zamiast twórczego pobudzenia, dorobimy się bólu głowy… 😉

Geek Cat jak urządzić domowe biuro jakie kolory do biura

Jakie meble do domowego biura?

Meble to najistotniejsza kwestia – wpływa nie tylko na komfort naszej pracy, ale przede wszystkim – na nasze zdrowie! Nie zliczę, ile razy urządzałam kolejne 4 kąty, wydzielając w nich także domowe biuro. Za każdym razem jednak to właśnie dobry blat i odpowiednie krzesło stanowiło zupełną podstawę.

Jasne – w ramach wyjątku czy eksperymentu możesz popracować przez chwilą pry kuchennym stole, lub na kanapie. Nie rób sobie jednak tego na dłuższą metę. Twój kręgosłup będzie Ci wdzięczny!

Jak wybrać odpowiednie biurko?

Jeśli nie masz zbyt wiele pola do manewru – każdy blat, który możesz przeznaczyć na swoje domowe biuro będzie ok. Nie czarujmy się – z przestrzenią, zwłaszcza w wynajmowanych mieszkaniach, bywa różnie. Nie zawsze jest miejsce czy możliwość, aby postawić wygodne biurko. W takim wypadku zwykły stół także da radę. Jeśli jednak masz nieco więcej szczęścia – postaw na wygodny mebel.

Wiem co mówię – sama swego czasu skusiłam się na piękne, skandynawskie biureczko. Urody mu nie odmawiam, ale czy było funkcjonalne? Ani trochę. Po pierwsze – było bardzo płytkie. Zmieścił się na nim jedynie mój Macbook, kubek kawy i ewentualnie jakiś obrazek czy tablica korkowa oparta o ścianę. Zewnętrzny monitor – a i owszem, ale obok i tuż przy mojej twarzy. Nie polecam… 😉

Jak urządzić domowe biuro geek cat jakie biurko inspiracje poradnik

Odpowiednia głębokość biurka to podstawa! Wygodnie popracujesz już na blacie o głębokości ok. 75 cm. W takim ustawieniu zmieścisz na nim spokojnie laptopa + duży, zewnętrzny monitor lub w szerszej konfiguracji – monitor, klawiaturę, mysz.

Druga kwestia to szerokość biurka. Najpopularniejsze zaczynają się od 100-120 cm (jak i mój skandynawski nabytek). Jeśli masz miejsce, zastanów się nad czymś nieco większym – obecnie pracuję na blacie o szerokości 150 cm i w końcu mogę powiedzieć, że mam wystarczająco dużo miejsca do spokojnej pracy zdalnej.

Jak wybrać odpowiednie krzesło?

Przede wszystkim – tutaj nie oszczędzaj! Twój kręgosłup serio Ci podziękuje 🙂 Niezależnie jednak od budżetu, pamiętaj, aby wybrać krzesło, które:

  • ma regulowaną wysokość
  • stabilnie podpiera lędźwie
  • siedząc na nim zachowujesz proste plecy
  • jest przewiewne (wykonane np. ze specjalnej siatki)
  • podczas pracy przy biurku masz proste plecy, stopy oparte o podłogę, a ręce swobodnie oparte o blat

Dobrze, aby takie krzesło miało taże regulowane podłokietniki i zagłówek – dzięki temu lepiej dostosujesz mebel do swoich potrzeb.

Geek Cat jak urządzić domowe biuro fotel krzesło

Niech stanie się jasność! Domowe biuro = odpowiednie oświetlenie

Dobre oświetlenie to kolejny ważny aspekt urządzania naszego domowego biura. Najlepiej usytuować biurko obok naturalnego źródła światła, jak okno czy drzwi balkonowe. Dodatkowo warto zadbać o lampkę. Tutaj postaw na taką, która ma regulację kierunku światła (czyli np. obrotowy klosz) i wysokości. Umieść ją tak, aby padające światło nie rzucało cienia na to, co piszesz, czyli:

  • jeśli piszesz prawą ręką – ustaw lampę po lewej stronie
  • jeśli piszesz lewą ręką (jak ja!) – ustaw lampę do prawej stronie

Pamiętaj także o odpowiedniej żarówce! W sklepie warto zapytać o taką, która będzie emitować naturalne światło o dziennej barwie. Dzięki temu Twój wzrok nie zmęczy się tak szybko podczas wieczornego odpisywania na maile.

Zagraj w zielone i postaw na rośliny

Wprawdzie rośliny nie są obowiązkowym wyposażeniem domowego biura, ale na pewno warto się nad nimi zastanowić. NIe tylko umilą naszą przestrzeń do pracy, ale także pozytywnie wpłyną na jakość powietrza czy… nasz wzrok.

Zielona barwa uspokaja. Kierowanie wzroku na rośliny w trakcie przerwy w pracy pomoże nieco uspokoić myśli i odpocząć Twoim oczom. Ponadto, odpowiednio dobrane rośliny pomagają w oczyszczaniu powietrza, nie wspominając o ich walorze estetycznym.

Jakie rośliny sprawdzą się w domowym biurze?

Tutaj warto pomyśleć o kwiatach, które są stosunkowo łatwe w utrzymaniu i nie wymagają zbyt wiele uwagi. Warto postawić zatem na:

  • wszelkiej maści sukulenty
  • zamiokulkasy
  • sansewierie
  • figowce Benjamina
  • skrzydłokwiaty
  • draceny
Geek Cat jak urządzić domowe biuro rośliny do biura inspiracje

Domowe biuro – dodatki

Na samym końcu pomyślmy także o dodatkach! 🙂 Osobiście jestem raczej fanką minimalizmu. Na moim biurku znajduje się to, co niezbędne: Macbook, zewnętrzny, 27-calowy monitor, czy sprzęty takie jak iPad, telefon, AirPodsy. Obok zazwyczaj leżą także aktualnie czytane książki – albo w wersji papierowej, albo Kindle. Tym, czego nie może u mnie zabraknąć, to kwiaty (ale ja po prostu jestem prawdziwym maniakiem wykupującym pół działu ogrodowego przy wizycie w markecie budowlanym).

Aranżując domowe biuro zastanów się, co jest Ci niezbędne, oraz co umili Twoją pracę. Może będą to zdjęcia? Albo pojemnik z karteczkami czy świece? Może ulubiona figurka? (pozdrawiam z tego miejsca swojego miniaturowego szturmowca… ;)) Zadbaj o to, aby domowe biuro motywowało do pracy!

Geek Cat jak urządzić domowe biuro biuro dla geeka
Geek Cat jak urządzić domowe biuro dodatki boho
Kategorie
Książki o marketingu Marketing

Grywalizacja – witaj w grze zwanej życiem. Ups! Marketingiem

Wiesz, że „dopadła” Cię grywalizacja? Jesteś graczem, nawet jeśli nie zdajesz sobie z tego sprawy. Wcale nie musisz poświęcać swojego czasu na zdobywanie kolejnych leveli w LoL-u, budowaniu światów i historii w Simsach czy wspinaniu się w rankingach graczy w CS. Wystarczy, że codziennie rano wyrywa Cię ze snu znienawidzony budzik – witaj w grze zwanej życiem.

Kategorie
Książki o produktywności Organizacja

12-tygodniowy rok – zobacz, jak podkręcić swoją skuteczność dzięki jednej prostej wskazówce

Czy 12-tygodniowy rok brzmi dla Was… dziwnie? Dla mnie już nie, a wszystko za sprawą książki, która bardzo pomogła mi usprawnić zarządzanie czasem. Jesteście ciekawi, jak działa ta metoda i co dzięki niej można zdziałać w zaledwie 3 miesiące?

Jeśli czytacie Geek Cat nieco dłużej, to na pewno wiecie, że jestem istnym freakiem organizacji i produktywności. Dlatego też z wielką przyjemnością sięgam po książki i treści, które dostarczają w tym zakresie ciekawej wiedzy. Jedną z nich była książka “12-tygodniowy rok. Osiągnij w 12 tygodni więcej niż inni w 12 miesięcy” autorstwa Michaela Lenningtona i Briana P. Morana. Opowiada o systemie działania w 12-tygodniowych sprintach i pokazuje, jak krok po kroku tę metodę wdrożyć w praktyce.

Działanie w 3-miesięcznych blokach czasowych jest mi znane m. in. dzięki metodzie OKR, dlatego tym chętniej postanowiłam sięgnąć po lekturę. Czy było warto? Myślę, że jest to bardzo interesujące spojrzenie na produktywność i na pewno warte przetestowania. Dlaczego?

Zacznijmy od tego, że rok zawsze wydawał mi się zbyt długim “kawałkiem” do rozplanowania. Na kształt moich 12 miesięcy wpływa wiele czynników – część z nich jest bardzo trudna do przewidzenia. Z resztą, wie o tym każdy, kto działa na własny rachunek i jest aktywnym zawodowo, jak i “rozwojowo” człowiekiem. Tym bardziej działanie w krótkiej perspektywie to coś, co u mnie po prostu zdaje egzamin.

Nie od dziś także wiadomo, że dzielenie dużych, wymagających celów lub projektów na małe kawałki przynosi dużo lepsze efekty. O wiele sprawniej działamy nad czymś, gdy na horyzoncie widać cel, a poszczególne etapy drogi do tego celu wymagają od nas miłego spaceru, a nie wyczerpującego maratonu. Na tych założeniach w sporej mierze bazuje metoda opisana w książce “12-tygodniowy rok”. Przyjrzyjmy się jej bliżej!

12-tygodniowy rok – o co chodzi?

Książka “12-tygodniowy rok” przede wszystkim zmusza nas do zmiany perspektywy. Nauczono nas planowania głównie w kontekście rocznym. Jest sobie Nowy Rok, więc tworzymy listę postanowień lub planów z nadzieją na ich realizację. Mija pierwszy tydzień stycznia, drugi i… i często nasz entuzjazm i zapał opadają. W połowie roku na dobre zapominamy o realizacji postanowień, by wrócić do nich w popłochu w grudniu. Często w towarzystwie wyrzutów sumienia i z poczuciem srogiej porażki.

U podstaw myślenia w ujęciu rocznym tkwi niewypowiedziane na głos przeświadczenie, że w ciągu roku jest mnóstwo czasu, by wszystko zrobić. Z perspektywy stycznia może się wydawać, że grudzień to bardzo odległa przyszłość. Zastanów się nad tym: choć zaczynamy rok z wielkimi planami, pod koniec stycznia z reguły dostrzegamy, że trochę odstajemy od przyjętych założeń.

Chociaż nie wywołuje to naszego zadowolenia, nie jest to również powód, by się specjalnie martwić, gdyż każdy z nas mówi sobie: ‘Wciąż mam czas. Przede mną jeszcze jedenaście miesięcy na nadrobienie opóźnienia’.(…) Przyjmujemy błędne założenie, że mamy jeszcze bardzo wiele czasu, a potem działamy w myśl tego przekonania. Nie czujemy potrzeby pilnego przejścia do czynów i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że liczy się każdy tydzień, każdy dzień i każda chwila. Skuteczne działanie to tak naprawdę coś, co zachodzi dzień po dniu i tydzień po tygodniu!

„12-tygodniowy rok”

Tutaj rozwiązaniem przedstawionym w książce jest periodyzacja. W sporcie jest to intensywny system treningowy, który odbywa się w ściśle określonym czasie (“sprincie”) i skupia się na konkretnym celu. Twórcy książki 12-tygodniowy rok zachęcają czytelników właśnie do zastosowania periodyzacji w codziennym życiu.

Chodzi tutaj o zaplanowanie czasu tak, aby działać w określonych ramach składających się ze “sprintów”, czyli 12-tygodni pracy nad konkretnym celem lub projektem. Zakończenie takiego okresu daje przestrzeń na odpoczynek i przerwę przed kolejnym 12-tygodniowym sprintem.

Geek Cat 12 tygodniowy rok książka recenzja opinie deadline

Gdy deadline pojawia się na horyzoncie

Metoda zawarta w książce “12-tygodniowy rok” opiera się także na kolejnej obserwacji. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu tego doświadczył, a mowa o zadziwiająco skutecznym działaniu w obliczu zbliżającego się deadline’u. Gdy zdajemy sobie sprawę, że nie ma już czasu do stracenia, prokrastynacja natychmiast idzie w kąt, a w nas samych budzą się niezliczone pokłady mocny. Praca pod presją wchodzi jak złoto. Pytanie tylko, czy warto…?

“12-tygodniowy rok” łączy w sobie rozwiązania tych dwóch problemów. Krótka perspektywa “sprintu” i towarzyszące metodzie sposoby monitorowania postępów nie pozwalają stracić z oczu naszego celu. Jednocześnie sam cel jest tak blisko, że działamy z poczuciem, iż nie ma czasu do stracenia.

12-tygodniowy rok w praktyce – jak działać?

Założenia, czyli wersja [TL;DR]

  • 12 tygodni = intensywny odpowiedni 12 miesięcy – bez miejsca na marnowanie czasu i prokrastynację. Za to z dużym naciskiem na pracę nad celem
  • przerwa po zakończonym cyklu 12-tygodni – tutaj autorzy sugerują, aby po intensywnej pracy dać sobie tydzień (lub przynajmniej długi weekend) na odpoczynek i regenerację przed kolejnym okresem + czas na zaplanowanie kolejnego sprintu
  • określ swój cel na najbliższe 12 tygodni i korzystaj z tego, że krótka perspektywa czasu sprawia, że cel jest bardziej “namacalny”
  • masz cel? to przygotuj plan działania – czyli taktyki – konkretne kroki, które zaprowadzą Cię jak po nitce do kłębka; przykład:


    CEL: rozkręcić blog, czyli w 3 miesiące zdobędę 5 tys. czytelników

    DZIAŁANIA:
    #1 Napisać min. 500 wyrazów dziennie
    #2 Opublikować 20 tekstów
    #3 Publikować codziennie 10 Insta Story na blogowym Instagramie
    #4 Codziennie zoptymalizować pod SEO jedną podstronę na blogu
    #5 Wysyłać 1 ciekawy i wartościowy newsletter tygodniowo do czytelników

  • zarezerwuj czas na działanie w swoim kalendarzu i pilnuj, aby w zaplanowanym czasie faktycznie działać tylko nad wyznaczonymi zadaniami
  • sprawdzaj postępy – pod koniec każdego tygodnia zarezerwuj sobie czas na małą retrospekcję i oceń, ile faktycznie udało się zrobić, a nad czym należy popracować
  • pamiętaj, że mówiąc czemuś TAK, czemuś innemu mówisz NIE – to pozwala utrzymać focus na celu i wybrać, co jest dla nas ważniejsze (niekoniecznie łatwiejsze)
  • po 12-tygodniowym cyklu zrób sobie przerwę – tydzień, lub przynajmniej 3-4 dni poświęć na odpoczynek od realizacji kolejnego celu oraz zaplanowanie dalszych kroków

[UWAGA: jeśli chcesz działać metodą 12-tygodniowego roku holistycznie nad swoim życiem i interesujesz się bardziej szczegółowym opisem tej metody, sekcja poniżej jest dla Ciebie. Jeśli nie – przejdź od razu do akapitu “12-tygodniowy rok – dla kogo jest ta książka?”]

Tworzenie planu działania zgodnie z metoda “12-tygodniowy rok” – opis szczegółowy

Etap I – big picture, czyli tworzymy dalekosiężną wizję przyszłości

Na tym etapie autorzy zachęcają nas do naszkicowania tego, w jaki sposób ma wyglądać nasze życie. Nie musi to być szczegółowy plan – ważne, aby obrać cel, do którego chcemy podążać. Warto tutaj pomyśleć nie tylko o życiu zawodowym, ale także prywatnym.

Autorzy książki “12-tygodniowy rok” zachęcają także, aby plan przygotować w 3 perspektywach:

CELE DŁUGOTERMINOWE: nasze aspiracje i plany na przyszłość
Czyli szkic tego, co chcemy aby się wydarzyło w naszym życiu, ale potrzebujemy do tego dużo czasu, odwagi, wysiłku itp. To takie cele z kategorii “kiedyś, w idealnym świecie byłabym…” (i tutaj wymieniamy ;)). Warto skupić się tutaj nie tylko na pracy, ale także na sferze fizycznej, duchowej, relacjach, finansach, hobby, podróżach. To właśnie ma być nasz plan długoterminowy.

CELE ŚREDNIOTERMINOWE: powinny się wydarzyć w perspektywie najbliższych 3 lat
Tutaj już przechodzimy do konkretów, ponieważ na podstawie celów długoterminowych musimy przygotować szczegółowy plan na najbliższe 3 lata. Musimy odpowiedzieć sobie, co chcemy zrobić i jakie kroki wykonać, aby przybliżyć się przez te 3 lata do naszych planów na przyszłość.

CELE KRÓTKOTERMINOWE – możliwe do zrealizowania w 12 tygodni
I tutaj przechodzimy do sedna. Na początku warto wybrać sobie jeden cel z naszego 3-letniego planu i zastanowić się, czy jest on wykonalny w 12 tygodni. Jeśli tak – działamy (o tym poniżej). Jeśli nie – zastanawiamy się, jaka część tego planu jest do zrealizowania w 3 miesiące.

Etap II – zmiana perspektywy i działanie

Ten etap rozpisałam ogólnie w poprzednim akapicie (12-tygodniowy rok w praktyce – jak działać?) więc bez zbędnego wstępu – przejdźmy do konkretów! Mając na tapecie nas cel na kolejne 3 miesiące musimy zacząć od zmiany optyki i potraktować nasz tydzień jak 1/12 z całego sprintu.

Zmiana perspektywy polega także na uzmysłowieniu sobie, że w tej metodzie:

  • rok => 12 tygodni
  • miesiąc => 1 tydzień
  • tydzień => 1 dzień

Kolejny krok to staranne zaplanowanie tygodnia. Autorzy książki “12-tygodniowy rok” proponują, aby w kalendarzu wyznaczyć sobie czas na bloki, które będą wspierać nasze działanie:

  • BLOK STRATEGICZNY – czyli cotygodniowo zarezerwowany w kalendarzu czas (np. 3h bez przerw), kiedy skupiamy się na działaniu nad celem.
  • BLOKI BUFOROWE – czyli czas zarezerwowany na to, co nieplanowane lub mniej istotne w kontekście realizacji naszego celu. Przykładowo może to być czas na maile, telefony, zadania mniej istotne (np. 30-60 minut w ciągu dnia)
  • BLOKI ZAPEWNIAJĄCE ODMIANĘ – autorzy sugerują, aby przeznaczyć minimum 3h tygodniowo na rzeczy niezwiązane z pracą, ale dające potrzebną “przestrzeń” w naszej głowie

Ostatnim krokiem na tym etapie jest kontrola procesu. Według autorów książki “12-tygodniowy rok” warto tutaj postawić na stworzenie cotygodniowej rutyny, która ułatwi nam trzymanie całego planu w ryzach. Warto tutaj pamiętać o tym, aby:

  • ocenić każdy tydzień pod kątem efektywności i realizacji celu
  • zawsze zaplanować sobie kolejny tydzień, pamiętając przy tym o konkretach (tylko strategiczne działania!)
  • plan tygodnia to nie lista zadań – nie zasmiecaj sobie kalendarza tak drobnymi krokami, od tego jest lista to-do albo apka (osobiście polecam Asanę!)
  • 85% wykonanych zadań z plany tygodniowego to już SUKCES 🙂 – warto o tym pamiętać, zwłaszcza, gdy masz skłonności do perfekcjonizmu
  • bierz odpowiedzialność za swój plan i jego realizację – tutaj także polecam Wam gorąco książkę “Nawyk Samodyscypliny” i moją wpis na blogu na jej temat
  • nie podejmuj się niemożliwego – przygotowanie 3 artykułów na blog w tydzień nie brzmi tak źle. Ale publikacja 20? Niewykonalne, chyba że możesz na to poświęcić cały swój czas, a potem odchorować takie natężenie zadań
Geek Cat 12-tygodniowy rok opinia recenzja książki

12-tygodniowy rok – dla kogo jest ta książka?

Pozycja ta z pewnością spodoba się każdemu, kto szuka skutecznej i konkretnej metody na usprawnienie swojej pracy i podniesienie efektywności. Jeśli nie macie dużego doświadczenia z tematyką zarządzania sobą w czasie, to ta książka na pewno będzie dla Was cennym nabytkiem. Dlaczego?

Ponieważ na ok. 200 stronach zaprezentowano skondensowaną wiedzę, która po prostu działa (jeśli się przyłożysz). Jeśli jesteś uczniem, studentem, freelancerem albo po prostu osobą, która chce lepiej zaplanować swój czas – polecam.

Jeśli jednak jesteś osobą nieco bardziej zaawansowaną w tych tematach, to obawiam się, że książka nie wniesie do Twojego życia nic odkrywczego. Nie zrozumcie mnie źle – sama doceniam zawartą w niej metodę (i stosuję z powodzeniem u siebie). Ba! Pomysł ze zmianą perspektywy był dla mnie naprawdę fajnym powiewem świeżości i działanie w trybie 12-tygodniowego roku świetnie się sprawdza.

Problem jednak w tym, że tak naprawdę cała reszta porad to dosyć znane już i popularne zalecenia, które – owszem – działają. Ale niestety nie są tak odkrywcze.

Czy warto zatem przeczytać książkę “12-tygodniowy rok”?

W mojej opinii – tak. Książka jest napisana w taki sposób, że można ją połknąć w jeden wieczór. Samo sedno metody zaś może być naprawdę fajnym i cennym dodatkiem w naszym osobistym planie działania i to zdecydowanie warto przetestować na własnej skórze! 🙂

Gdzie kupić książkę “12-tygodniowy rok”?

Książka jest dostępna m. in. na Legimi oraz Ebookpoint.